Wybiorcze prawa autorskie, czyli interpretacja RSS
Jakis czas temu czytalem o pozwie przeciwko Google, ktory zindeksowal strone, na ktorej autor zamiescil czesc swojej pracy/ksiazki [nie pamietam], a nastepnie ja zmienil. Problem polegal na tym, ze autor bodajze chcial zaczac zarabiac na tym, co udostepnil wczesniej za free i bolalo go to, ze przez jakis czas bedzie to dostepne w cache’u Google.
Wielce mnie to nie zdziwilo – wiadomo, ze Ameryka to kraj, w ktorym mozesz pozwac kazdego o doslownie wszystko [a nawet wygrac!]. Google ma kase, autor chcial szybko dorobic – pozew gotowy. Osobom, ktore orientuja sie w dzialaniu wyszukiwarek nie musze tlumaczyc jak bezsensowny byl to pozew ze strony technicznej. Znane sa bowiem powszechne, oficjalne techniki, dzieki ktorymi kazdy moze powiadomic roboty wyszukiwarek co moga indeksowac, a co nie.
Jednak zdarzylo sie ostatnio cos, co mnie szczerze zdziwilo – po czesci, bo tym razem chodzi o nasza kochana Polske.
Jakis blizej nieznany mi uzytkownik internetu, zaczal awanturowac sie o jeden z serwisow IDG. A wszystko poszlo o popularna ostatnio forme reklamowania swojej tworczosci w prosty i zwiezly sposob – RSS. Autor nie mogl zniesc, ze Fider publikuje [a praktycznie publikowal] pelne tresci artykulow z RSS’ow.
Poczatkowo pomyslalem – a to lajzy – ich “roboty” wchodza na linki z rss’a, sciagaja strone, wyciagaja tresc i publikuja – lamia prawo autorskie jak nic. Ale zaraz mi sie odmienilo – powod byl jeden – autor piekli sie o to, ze serwis publikowal pelne tresci postow/artykulow/newsow/bog wie czego, ktore sa udostepnione w RSS’ie!
I problem powoduje zamieszanie – bo z jednej strony jawi nam sie IDG – zla firma [bo komercyja i zarabia], z drugiej jakis autor walczacy z niedobrym gigantem. No i pojawiaja sie tak wzniosle stwierdzenia jak “prawa autorskie” i ich ochrona. Problem tylko w tym, ze za nic w nich logiki i sensu.
Powod [trzymajac sie terminologii sadowej] zarzuca serwisowi, ze publikuje ["przedrukowywuje"] tresci publikowane w RSS’ach lamiac tym samym prawo autorskiem. Dlaczego? Bo nie pozwala na edytowanie listy, zmiane, dodawanie feed’ow – po prostu prezentuje stala liste – nie jest wiec typowym czytnikiem RSS. Twierdzi on, ze autorzy RSS’ow, ktorzy publikuja w nich pelne tresci czegostam mysla o swoich czytelnikach, poslugujacych sie czytnikami RSS [czy to w wersji desktopowej czy web-based - jak np. na netvibes] i chcacych miec dostep do pelnej tresci bez musu wchodzenia na strone.
Tylko zastanowmy sie przez chwile czym jest RSS. RSS jest kanalem, w ktorym publikujemy tresc, jaka chcemy, aby uzytkownik w sposob szybki i prosty mogl przeczytac “z zewnatrz”. Zwykle oddzielenie tresci od formy – to uzytkownik ma decydowac czy chce czytac tresc korzystajac ze stworzonej przez nas strony, czy jednak woli uruchomic raz dziennie czytnik i sciagnac tresc na swoj komputer, dzieki czemu wieczorem, po ciezkim dniu pracy bedzie mogl usiasc wygodnie i przeczytac to i owo.
Oczywiscie mozemy uzytkownika zmusic do wejscia na nasza strone – zamieszczajac w RSS’ie jedynie skrot tego, oraz link do pelnej wersji artykulu. Dlaczego? Nasz wybor i nasze widzimisie – mozemy miec system reklam, na ktorym chcemy zarobic np. Nikt tego nie zakazuje. Jednak nie zapominajmy o jednej kwestii – RSS zostal stworzony, aby upubliczniac informacje w nim przekazywane i aby byly one dostepne na zewnatrz, dajac uzytkownikowi prawo wyboru gdzie je chce przegladac/czytac!
Nie mozemy sie nagle obudzic i powiedziec – no ok – udostepniam kanal RSS, ale tak naprawde to pelna tresc tegoz kanalu chce, zeby ogladali tylko lysi afroamerykanie pomiedzy 35 a 40 rokiem zycia z niedowladem prawej reki – bo np. maja problem z klikaniem. Dane, informacje, ktore udostepniamy publicznie [np. bez rejestracji i logowania] sa z zalozenia publiczne i ogolnie dostepne. To tak jakby firma stworzyla super aplikacje, umiescila na stronie glownej link do pelnej wersji, ale dla niej zrozumiale jest, ze sciagnac ja moga tylko ci, ktorzy gre zakupili i maja do niej prawo.
Internet jest z zalozenia wolny, ma dawac dostep do informacji. Jezeli nam sie to nie podoba i chcemy aby do danych informacji mialy dostep tylko wybrane przez nas osoby – musimy sami sie postarac o stosowne zabezpieczenie!
Bo zrozumcie – daleki jestem od tego, aby zabierac ludziom prawa do tego co stworzyli i do czego bezwzglednie maja prawo autorskie. Tylko grajmy fair! Udostepniajac pelna tresc swoich tresci za pomoca publicznie dostepnego kanalu musisz miec swiadomosc, ze niejako wyzbywasz sie pewnych praw do nich. Owszem – nie pozbywasz sie prawa autorskiego – nadal je masz i mozesz z trescia zrobic co chcesz, ale musisz byc swiadom, ze tresc ta moze pojawic sie wszedzie – cala tresc ktora udostepniasz. Jak juz pisalem – taka jest idea kanalow RSS – to uzytkownik ma decydowac jak, gdzie i w jakiej formie chce ja wyswietlac [to apropos stwierdzenia powoda odnosnie braku zachowania formatowania, braku obrazkow itd.]. Nie mozemy wymagac, ze publicznie udostepniona tresc za pomoca RSS’a, bedzie dostepna w pelni dla czytnikow RSS, a dla serwisow ze stala lista kanalow juz nie. I na boga – nie oczekujmy, ze tworcy serwisu maja sie domyslec naszych intencji czytajac nam w myslach!
Chcemy zastrzec pewne dane tylko dla wybranych – musimy sami o to zadbac. Przyklad – mamy kanal RSS, publiczny, zapisany odpowiednio za pomoca tagu w zrodle strony – dzieki czemu np. w firefox’ie pokaze nam sie ladna pomaranczowa ikonka. Mamy jednak widzimisie udostepnic feed z pelna trescia tylko dla ludzi obslugujacych czytniki RSS – umieszczamy wtedy np. formularz z checkboxem, gdzie piszemy, iz klikajac na niego potwierdzasz, ze tresc bedzie odczytywana jedynie za pomoca czytnika RSS – problem rozwiazany. Uzytkownik zgadza sie na nasze, odmienne od zalozenia warunki i wtedy zobowiazany jest ich przestrzegac. Nie mozemy sie jednak stwierdzac, ze akurat u nas dziala to tak domyslnie – jest to sprzeczne z idea feed’ow RSS – wiec powinno zostac w jakis sposob zaznaczone.
Konczac juz – wydaje mi sie, ze “autor” tego wielkiego problemu zdaje sie nie rozumiec idei kanalu RSS, tego wlasnie wyboru, wyciagnietej reki do uzytkownika, gdzie to on decyduje czy chce tresc czytac na stronie czy przez przedziwna aplikacje – jest to wolny wybor autora strony czy serwisu. A sam problem kojarzy mi sie z problemem IE vs FF, a konkretniej miedzy uzytkownikami tych przegladarek. Pewni uzytkownicy FireFox’a swego czasu umieszczali, w odpowiedni sposob ramki, obrazki, bog wie co jeszcze, pojawiajace sie na stronie, przewaznie na samej gorze, w widocznym miejscu, informujace, ze ich wybor jest nietrafny i powinni uzywac FireFox’a. I owszem – jako autorzy mieli do tego prawo – tyle tylko, ze ja sie pytam, czy to, ze masz prawo oznacza, ze powinienes naprawde z niego korzystac? Czy to dojrzale i czy przekonuje jakos uzytkownika? Bo nie uwierze, ze uzytkownik IE wchodzac na strone i widzac po raz 30 ramke, ze jego przegladarka jest do dupy, a FireFox jest wyjechany, powie “ok – dosc tego – zmieniam przegladarke – przekonaliscie mnie ta nachalna, denerwujaca informacja”. Widze za to uzytkownika wchodzacego na strone, widzacego po raz n-ty owa informacje i mowiacego “fuck this and fuck you!”. Nachalnoscia, przymusem, natrectwem chyba realnie nikt jeszcze nikogo nie sklonil do zmiany pogladow, a nawet jezeli [moze nie sklonil a zmusil] – to chyba sa inne, bardziej dojrzale i inteligentne formy.. Bo po co o tym pisze? Bo “autor” zapomial wlasnie o swoich uzytkownikach i zapomial, ze nie tylko on moze miec racje i nie tylko jego wybory moga byc sluszne. On zna i uzywa czytnika RSS, albo zna i uzywa serwisow [jak np. strony startowe], w ktorych sam dodajesz kanaly RSS, ale moze chociaz jeden z jego uzytkownikow woli czytac to wszystko na Fiderze, bo jest wszystko co go interesuje, w jednym miejscu, podane w takiej formie jaka mu odpowiada. I co – ten uzytkownik jest gorszy? Jest inny, mniej “nasz” i nie powinien miec takich samych praw jak uzytkownicy czytnikow czy innych, bardziej interaktywnych czytnikow? Jezeli tak – to “fuck this and fuck you!”..





April 1st, 2006 at 21:50
Nie do końca mogę zgodzić się z Twoim podejściem do sprawy RSS.
Po pierwsze: RSS jest tylko formatem publikacji danych – takim samym jak (X)HTML, PDF, DOC itd. Ochrona prawna dzieła (tu: postu) nie zależy od sposobu jego opublikowania – nie ma znaczenia, czy jest to HTML czy RSS. Czy gdyby IDG pobierało treść bezpośrednio ze strony, też wszystko byłoby w porządku?
Po drugie: aby zasubskrybować czyjś kanał RSS, najczęściej należy odwiedzić czyjąś stronę. W większości przypadków jest tak, że wchodzisz na czyjąś stronę (bloga) i gdy uznasz, że jest ciekawa i warto ją odwiedzać, subskrybujesz kanał RSS. W przypadku Fidera, ten element jest wykluczony – każdy może czytać dany kanał bez wcześniejszej wizyty na stronie. Co więcej – może nigdy na stronę autora nie trafić.
Po trzecie: Gdy Fider publikuje treść postu, jest indeksowany przez wyszukiwarki. Przez to w pewnych przypadkach, Fider może przejąć część wizyt. A to już jest skrajnie not fair. Bardzo często ludzie piszący blogi (szczególnie tech-blogi) chcą się przez nie wypromować. Takie “podbieranie” publikacji może im w tym przeszkadzać.
I na koniec
Piszesz: “ale moze chociaz jeden z jego uzytkownikow woli czytac to wszystko na Fiderze, bo jest wszystko co go interesuje, w jednym miejscu, podane w takiej formie jaka mu odpowiada”. Biorąc pod uwagę ilość źródeł w Fiderze i ich rozpiętość tematyczną, zaryzykuę stwierdzenie, że to co piszesz jest raczej nierealne.
Pozdrawiam.
April 1st, 2006 at 22:45
nie przesadzajmy z porownywaniem RSS’a do HTML’a. rss zostal stworzony jako przekazanie danych bez formy na zewnatrz – zeby te dane sobie wyswietlic w czytniku rss, widgecie na pulpicie i.. stronie startowej [startowy.com, netvibes.com, dlugoby wymieniac]. zalozeniem RSS’a jest dostepnosc tej tresci poza strona autora – porownanie do niejako rippowania kodu html’a jest nieco nietrafione.
zwlaszcza przy tych ostatnich [ale i nie tylko - fakt, ze chyba najmniej jezeli chodzi o czytniki rss] po zalozeniu konta mamy predefiniowana jakas ilosc feed’ow, ktore sobie mozemy podpiac i miec na swojej stronie startowej – nie trzeba wcale wchodzic na strony, zeby je subskrybowac. jednak przy nich nie bylo zadnej burzy, z kradzieza informacji.
co do indeksowania tylko moge sie zgodzic – jezeli fider nie jest ustawiony tak, aby wyszukiwarki go nie indeksowaly. jednak rozwiazaniem jest odpowiednie ustawienie indeksowania przez roboty, a nie problem obcinania i niewyswietlania pelnej tresci publikowanych tresci.
a co do rozpietosci i nierealnosci – dlaczego? przeciez nikt nikomu nie kaze, zeby czytal wszystko, ale z tego co widze mozna spokojnie wybrac sobie zrodlo ze wszystkich dostepnych i czytac tylko informacje z niego – klikajac tylko z lewej strony na interesujacych nas zrodlach, a nie wpisujac adresy stron i czekajac na zaladowanie sie grafik poszczegolnych z nich.
April 2nd, 2006 at 01:10
Nie jest istotne to, po co powstał RSS. O ile mi wiadomo, prawo nie uzależnia ochrony praw autorskich w zależności od formatu, w jakim dzieło jest publikowane. To, że format RSS jest wygodniejszy niż XHTML jako metoda publikowania, a w szczególności pobierania informacji, nie znaczy, że można to robić bez wiedzy/zgody autora.
Co do stron startowych – która wyświetla *całe* artykuły? Większość z tych które znam, pokazuje tylko odnośniki do artykułów…
Fider nie jest ustawiony tak, żeby wyszukiwarki go nie indeksowały. Zawartość artykułów z zewnętrznych źródeł jest dostępna w cache Google’a. Co więcej, po wpisaniu w Google frazy z bloga, jest wyświetlana w wynikach strona oryginalna jak i strona Fidera.
Co do rozpiętości i nierealności: Chyba nie twierdzisz, że Fider – w którym w jednej kolumnie wyświetlono kilkadziesiąt serwisów – jest wygodniejszy od czytnika RSS (online lub nie) w którym masz tylko interesujące Cię kanały? I w którym łatwo oznaczasz przeczytane, tak abyś nie musiał przeglądać ich za każdym razem?
April 2nd, 2006 at 03:38
Istotne po co powstal RSS i po raz kolejny uzywane jest stwierdzenie “prawo autorskie” bez glebszej wiedzy o nim. Prawo autorskie nie jest naruszane – nikt nie wyswietla ttresci i probuje wmowic ludziom, ze to autorzy fidera stworzyli te tresci – to by bylo lamaniem praw autorskich. Dane – czy to za sprawa html’a czy rss’a sa wystawione do wgladu publicznego i sa tego pewne konsekwencje.
Idac twoim tokiem myslenia Google nie ma prawa indeksowac mojej strony bez mojej wyraznej zgody, Google nie ma prawa trzymac cache’u mojej strony bez mojej wyraznej zgody, zaden robot nie ma prawa wejsc na moja strone bez mojej wyraznej zgody – ba – skoro uznajemy, ze czytnik rss [online czy nie online] jest ok, a fider nie to – uzytkownicy Internet Explorera nie maja prawa przegladac mojej strony – pozwalam na to jedynie uzytkownikom FireFoxa i Opery.
tak mi sie na koniec skojarzylo w zwiazku z twoim 1 stwierzeniem – ze nie istotne po co powstal rss i prawem. ponownie – rozumujac tak mozna powiedziec – niewazne po co powstal np. noz – mozna nim zabic, wiec powinny byc wydawane na takowe pozwolenia.
I ponownie co do ostatniej kwestii – chyba nie twierdzisz, ze twoje przyzwyczajenia, programy, serwisy sa jedynymi uzytecznymi? daje sobie glowe uciac, ze mnustwo osob korzysta z tak niewydognego twoim zdaniem fider’a w sposob opisany przeze mnie. jezeli nadal tak wielki procent osob korzysta z dziurawego, niewygodnego, niereformowalnego Internet Explorer’a, to na pewno jest spora grupa osob, ktora korzysta z tak mniej wygodnego fider’a. ba – jest jeszcze jeden dowod [posredni] ze mam racje – serwis istnieje, a przewaznie te niepopularne szybko znikaja.
April 2nd, 2006 at 11:05
Widzę, że szykuje się mały flame, dlatego odpuszczam dalszą dyskusję.
Pozdrawiam
JKM
April 2nd, 2006 at 12:53
No wiesz – ja tam zawsze wole podyskutowac z osoba, nawet jezeli ma inna opinie niz ja. Nie wiem czemu tyle osob boi sie, ze jak porusza jakis temat na ktory sa rozne opinie, to zaraz bedzie armageddon.
Puki co ja tam flame’a nie widze – nikt na nikogo nie “kurwi” – po prostu 2 osoby o roznych opiniach – ale to chyba normalne..
November 13th, 2009 at 16:18
Masz rację, że dane, które udostępniamy bez logowania i rejestracji są z założenia publicznie dostępne dla każdego. To prawda, są dostępne, ale na naszej stronie. Zwróciłeś uwagę na pewne problemy, tylko brakuje mi w Twoim artykule powiązania między nimi.
Artykuł opublikowany na stronie WWW jest chroniony prawami autorskimi. Nikt nie może go tak po prostu umieścić na swojej stronie. Faktycznie w przypadku, gdy umieszcza on te informacje w kanale RSS, sprawa jest bardziej złożona, bo ktoś może twierdzić, że jego strona WWW jest czytnikiem RSS. Ale legalność tego lub jej brak nie wynika z udostępnienia tych informacji publicznie, tylko od interpretacji intencji autora publikującego artykuły w postaci RSS.
Przeczytałem artykuł z zaciekawieniem, bo ta sprawa jest dla mnie obecnie istotna, ale nie znalazłem w nim odpowiedzi na pytanie, czy publikowanie cudzych RSS’ów na własnej stronie jest legalne czy nie.
November 13th, 2009 at 16:51
o taka odpowiedz jest naprawde trudno. raz, ze nie jestem prawnikiem (bo w naszym kraju jest to trudne i z mojej perspektywy nieoplacalne). dwa ze w naszym kraju dyskusja pomiedzy prawnikami (ze wzgledu na sposob napisania prawa) przypomina bardziej klotnie czy dane dzielo Picassa mu sie udalo czy nie, a nie rozmowe o konkretach. prawo podlega pelnej interpretacji o od czystego fartu zalezy czy akurat w swojej sprawie trafisz na odpowiedniego sedziego, ktory potraktuje dane z RSS’a tak, a nie inaczej czy nie. w takich stanach moglibysmy przynajmniej pogadac o precedensach, na ktore mozna sie powolac i np. roztrzygniecie sprawy na twoja korzysc przez jakiegos sedziego oznaczaloby, ze w podobnym przypadku werdykt powinien byc taki sam – u nas – niestety jestesmy od tego dalecy i kazda sprawa toczy sie swoim biegiem, swoja interpretacja. to juz nawet z wierszami jest latwiej, bo sa jakies standardy “co autor chcial powiedziec”.
pomijam juz kwestie praw autorskich i mojego stosunku do nich. RSS ma sie wedlug mnie nijak do strony internetowej – to format od poczatku do konca stworzony jako format wyjsciowy, do publikacji na zewnatrz – a czy ja do tego celu korzystam z aplikacji desktopowej czy aplikacji www (czy tez strony) – to juz moja sprawa. nie podoba sie autorowi – niech nie udostepnia, albo udostepnia na zasadzie prywatnego API, z kluczami dla zaufanych jednostek. roznica jest bowiem wyswietlanie danych z kanalu RSS na czyjejs stronie, a czym innym podpisywanie sie pod tymi danymi/artykulami. nigdy nie mialem nic do czegos, co zwyklem nazywac “naturalnym prawem autorskim”, czyli uznania, ze dany tekst/muzyke/obraz/film – stworzyles ty. podpisanie sie pod twoja praca lamaloby to (niejako wynikajace z moralnosci) prawo – bylby to zwyczajny plagiat i po wyjsciu na jaw powinienem stracic mocno w oczach wszystkich. czym innym jest jednak udostepnienie danych – czy to w formie pelnego tekstu czy skrotu (bo do tego sluzyl na poczatku RSS, gdzie ostatnie “S” pochodzi od “Summary”) – a potem narzekanie, ze nie – ja chce, zeby to dzialalo inaczej. chcesz – zadbaj o to – np. wlasnie udostepniajac owe dane zaufanym osobom, ktore zgodza sie na twoje warunku. jednak moim zdaniem nie tedy droga i podobnie jak powoli odchodzim y od DRM’ow, bo przemysl zorientowal sie, ze takie nienaturalne ograniczenia zwyczajnie sie nie sprwadzaja i nie podobaja sie klientom, tak samo przesadna kontrola swoich tworow chronionych przez prawo autorskie, do tego oparta na nakladaniu ograniczen na reszte swiata jest chybiona i predzej czy pozniej musi upasc. im szybciej ktos sie o tym zorientuje i zmieni swoj sposob dzialania i myslenia, tym wiecej na tym zyska – i PR’owo i finansowo.
November 16th, 2009 at 21:50
Publikowanie cudzych blogów na stronie WWW w celu pozycjonowania wzbudziło moje wątpliwości od chwili, gdy dowiedziałem się o takich praktykach. Twoje zdanie co do dopuszczalności umieszczania takiej zawartości na swojej stronie również mnie nie przekonało. Poruszyłem ten problem na swoim blogu we wpisie http://lechlukasz.wordpress.com/2009/11/13/co-zrobic-gdy-ktos-publikuje-moj-kanal-rss-bez-mojej-zgody.
Po przeczytaniu Twojego komentarza uświadomiłem sobie sprawę, że mieliśmy na myśli zupełnie odmienne przypadki. Zrobienie czytnika on-line RSS’ów jest OK, natomiast mielenie tych danych pod kątem pozycjonowania słów kluczowych podpada pod plagiat.
Ale tak jak napisałeś, prawo jest jakie jest. Mimo wszystko przydałoby się kilka wyroków sądów w tej sprawie żeby było wiadomo co wolno a czego nie. W końcu nawet linkowanie do podstron serwisów internetowych powodowało kontrowersje prawne.