Tekst ten jest znany glownie przez znawcow technologii Microsoft – to ta firma wlasnie slynela z tego, iz potrafila wmawiac, iz jakas niezbyt udana funkcjonalnosc, to nie blad oprogramowania czy projektu, a specjalnie przemyslany “ficzer”.
Tym razem trafilo na firme z zupelnie “innej beczki” – GLS Poland, czyli jedna z oferujacych swoje uslug firm kurierskich. Ficzerem natomiast “doreczenie zastepcze” – czyli takie prawie doreczenie. Doreczenie, bo ktos przesylke dostaje, a prawie – bo niekoniecznie moze to byc adresat. I nie chodzi mi tutaj o (niekiedy przestrzegane przez firmy i poczte przesadnie, chociaz logicznie – jak najbardziej prawidlowo) dostarczanie przesylek jedynie do rak adresata, zamiast np. innego domownika, a o dostarczenie “w bezposrednim sasiedztwie” adresata, kiedy tego kurier nie zastal w domu.
Co moze byc powodem takich procedur? Nie – nie chodzi o wygode firmy – a o nas – klientow, ktorzy to sami zazyczylismy sobie takiego rozwiazania. Nie do konca wiadomo jednak o kim mowa – bo z jednej strony klientem jest nadawca, a z drugiej strony przedstawiciele GLS tlumacza, ze to adresatom (czyli de facto – nie klientom) zalezy, aby moc odebrac przesylke u losowego sasiada, niz czekac na telefon kuriera i ew. kolejne doreczenie przesylki.
A GLS – czy ma w tym interes? Naturalnie, ze nie – przeciez jaki w tym interes firmy kurierskiej, ze nawet nie dostarczajac przesylki, zgodnie z regulaminem ja dostarcza. Ze ma ja z glowy juz przy pierwszej wizycie – bez telefonow, umawiania sie, powtornych wizyt kuriera (moze ponownie nieudanych). Nie badzmy smieszni – to zaden interes – tylko klient ma wygodniej, bo sobie moze zapukac do sasiada i spytac czy czasem nic do niego nie przyszlo – zawsze przy okazji jeszcze o zdrowie mozna zapytac, porozmawiac o polityce lub o sporcie. Ot – takie zwiekszanie lokalnych wiezi – gratis od firmy – podobnie jak wyszczegolnione w cenniku powtorne doreczenie.
Firme GLS poznalem juz w przeszlosci – zamawiajac sprzet przez internet, wygladajac kuriera (po stwierdzeniu po trackingu, ze przesylka zostala zabrana przez niego do doreczenia) oraz stwierdzajac na koniec dnia, ze w miedzyczasie wcale nie bylo mnie jednak w domu, bo kurier mnie nie zastal. Informacja wiec nie robi na mnie wrazenia – ot – upewniam sie, ze nie zamowie towaru w firmie obslugiwanej przez GLS.
Wraca do lask stare powiedzenie – nie da ci tego kurier, nie da ci tego matka, co dac ci moze dzisiaj sasiadka.