shw.rice
 
 

Archive for June, 2007

Gra zabila

Friday, June 22nd, 2007

Manhunt 2

Do takiego wniosku mozna przynajmniej dojsc, kiedy czyta sie niektore newsy czy felietony w prasie i internecie. Tym razem wybor padl na Manhunt 2. Jak donosza Wiadomosci24 nasz barbarzynski kraj, w przeciwienstwie do swietnej i wolnej Wielkiej Brytanii nie zakazal sprzedazy tejze gry.

Na koncu newsu padaja slowa, iz juz z pierwsza czescia byly problemy – zginal wtedy w w.w. panstwie 14 latek, bo zostal zamordowany przez innego – ponoc maniakalnego fana tejze gry. I w tym momencie nastepuje proces myslenia. A przynajmniej powinien. Ale myslec tez mozna roznie – mozna myslec, a mozna tylko “myslec”. Szczesliwi posiadacze krolowej postawili na druga opcje i postanowili gry zakazac. Dzieki temu nastolatki, jak i cala ludzkosc moze spac spokojnie – nic nie wypaczy ich biednych umyslow. Ja bym osobiscie poszedl jeszcze dalej i wykorzystal druga swietna ceche Brytyjczykow – “walke” z terroryzmem. Juz widze spoty pokazujace, jak mali talibowie, grzeczni, mowiacy nieskazitelna angielszczyzna, graja w takie gry jak Manhunt, GTA, po czym wsiadaja do samolotu obwieszeni ladunkami wybuchowymi i.. Bo przeciez chodzi o dzieci! O spoleczenstwo! O dobro ogolu. O wol.. khm khm..

Zeby nie bylo jednostronnosci – mozna tez wybrac opcje nie wybrana przez Angoli. Nie potrzeba do tego doktoratow z psychologii czy psychiatrii – wystarczy pomyslec. Bo jezeli 14-latek zabija drugiego 14-latka, to narzucaja sie pewne wnioski:

  1. Nastolatek byl zdrowo kopniety
  2. Jak ktos jest chory/niestabilny psychicznie [oczywiscie w tym kierunku], to wystarczy mu film na Animal Planet
  3. Normalni ludzie potrafia odroznic gre komputerowa od rzeczywistosci!

Mozna oczywiscie jeszcze zadac tak niewygodne pytanie jak – skad nastolatek mial dostep do gry, ktora oznaczona jest znaczkiem M [Mature]. Czemu nikt nie interesowal sie maniakalnym fanem brutalnej gry [zeby znowu nie powiedziec - gdzie byli rodzice]? I – co do cholery z zapewne setkami tysiecy innych graczy, ktorzy nie zabili po grze w Manhunta i cala mase innych agresywnych gier?

Czytalem kiedys wyniki szeroko zakrojonych badan odnosnie wplywu gier i ich brutalnosci na przestepczosc – ogolnie i wsrod nieletnich. Aby trafic do wzrokowcow stworzono nawet ladny wykres liniami pokazujacymi ilosc przestepstw oraz punktami pokazujacymi moment wprowadzenia roznych konsol i gier na rynek. Co sie okazalo? Przestepczosc z kazdym rokiem spadala, a wprowadzenie nawet najbrutalniejszych gier na rynek nie powodowalo zadnych zmian – zarowno u nieletnich jak i doroslych.

Wiec czemu “kiedys nie bylo takiego problemu”? Problem byl – nawet jest i bedzie – tylko media trabily o tym mniej oraz upatrywano sie przyczyn w innych “szatanskich” wynalazkach – jak np. telewizji czy muzyce – znacznie popularniejszych w danych czasach niz jakiestam gry. Z reszta zawsze upatrywano sie winy we wszystkim innym, tylko nie w wychowaniu i instytucjach [w tym rodzinie] za te wychowanie odpowiedzialnych. Az naprawde dziwi mnie, ze w przemocy w grach nie upatruje sie np. przyczyn terroryzmu. Ale moze po prostu trzeba nam bedzie na to poczekac? Moze az ten rodzaj rozrywki upowszechni sie [stereotypowo] w krajach arabskich?

Tak czy siak – przy okazji “problemu” ukazuje sie pewien maly pozytyw. Otoz jezeli gdzies panstwo i kolejne organizacje panstwowe nie wtykaja nosa [dla dobra obywateli oczywiscie] – o tyle jest lepiej.

I na koniec pamietajmy – guns [games] don’t kill people – people kill people.

Zmodyfikowany genetycznie Alladyn

Thursday, June 14th, 2007

Nie bede powtarzal tego, co juz pewnie czytaliscie w kilku serwisach – ale dla wprowadzenia trzeba wspomniec chociaz minimum. Jedna z moich ulubionych organizacji – ZPAV, organizacja tak zwanie chroniaca praw autorskich (tak naprawde swoich interesow) lamie prawo autorskie. Dzieki dziennikarzom okazalo sie, ze ZPAV korzysta ze skryptu Alladyn lamiac jego licencje. W najlepszym wypadku bezprawnie modyfikujac zrodla, ale rownie dobrze rowniez nie zamieszczajac wymaganej informacji o wykorzystywaniu Alladyna, wymaganej przez licencje.
Dziennikarz Gazety Wyborczej wytknal im bycie na bakier z prawem autorskim, a ZPAV zrobil to co potrafi najlepiej – przeszedl do ataku i zaczal straszyc, ze nie ma zadnych dowodow, ze domagaja sie przeprosin itd. W tle mozna bylo czuc szykowany pozew przeciwko gazecie. Redaktor wiec wytknal bezposrednio – naruszanie licencji Alladyna. I co?
I pan przedstawiciel ZPAV, w komentarzu dla Vagla.pl smie mowic:

dawkujmy odpowiedzialnosc, w koncu to niewielki program…

Ktos swietnie to skomentowal, bo niestety jak zwykle w takich sytuacjach robie sie zbyt agresywny – “tylko maly program? ciekawe czy w.w. pan napisal w zyciu cokolwiek oprocz pozwu sadowego”. Wypowiedz ilustruje bowiem, iz wielki bojownik o prawa autorskie, o okradanie malych, biednych artystow (z czego ci ostatni oczywiscie nic nie maja oprocz zlego PR’u) uwaza, ze taki maly skrypt jak Alladyn nie jest wart ochrony, ze to male gowno, ktore pisze sie w 5 minut, chociaz nawet jezeli byloby to dzielo 5 sec – jest nadal chronione prawem autorskim.
Jest to chyba najwiekszy moralny upadek juz i tak siegajacej bruku organizacji. Alladyn ograniczony jest jedny, z mniej restrykcyjnych licencji chroniacych prawo – chociazby uznania autorstwa, przez umieszczenie linku. Nie trzeba nic placic, nie trzeba sie prosic – wystarczy umiescic maly link, ze korzysta sie z tego i tego oprogramowania. Ale chyba dla ZPAV to zadna licencja – w koncu nie stoja za nia najwieksze kancelarie, nie sa pobierane horendalne oplaty – wiec nie ma co sie martwic – i tak nie beda sie procesowac.
I wlasnie – ta sytuacja pokazuje jakie zdanie maja o ludziach myslacych inaczej, takie organizacje jak ZPAV. Widzi w nas bande hipisow, ktorymi nie trzeba sie przejmowac. W koncu nawet nie przyczepiamy sie do drzew za pomoca lancuchow – siedzimy tylko przed swoimi krzemowymi maszynkami i denerwujemy sie na bezsilnosc przeciwko mafijnym organizacjom takim jak ZPAV. I organizacje te licza, ze tak samo jak hipisi wyginiemy z czasem, a sytuacja sie nie zmieni.
Tym bardziej dziwi mnie komentarz Zbigniewa Branieckiego, wspolautora Alladyna, odnosnie ew. pozwu przeciwko ZPAV. Ten woli otworzyc zrodla, pokazac ZPAV’owi, ze mozna inaczej, mozna lepiej, przyjazniej. I wszystko pieknie, popieram piekna idee – problem w tym, ze Zbigniew Braniecki nie ma uzdrawiajacej mocy troskliwych misi i nie strzela tecza z serduszka na brzuszku, ktory uzdrowilby umysly ludzi w takich organizacjach jak ZPAV. Jedyne co sie stranie, to to, ze stracimy jako ruch karte przetargowa. To takie odlozenie broni na podloge, znane z filmow sensacyjnych – z tym, ze w filmy zawsze mimo to dobrze sie koncza – tutaj moze nie byc tak kolorowo. ZPAV’y, ZAiKS’y maja to gdzies – maja gdzies zamysl licencji takich jak CC – nawet je kwestionuja, sciagajac kase dla siebie z utworow obietych CC, wykorzystujac kruczki prawne na swoja korzysc. I tak bedzie i teraz. Nic sie nie zmieni, nic nie zyskamy. I znowu jedyne co nam pozostanie to siedzenie w domowym zaciszu, nad krzemowym cudem techniki i przeklinanie takich organizacji jak ZPAV. Oczekujac mocnego walenia do drzwi – to jedna z organizacji ze swoja prywatna policja – chca nam zabrac komputer, powod podadza, jak tylko znajda odpowiedni przepis. I nad czym bedziemy wtedy siedziec?

Get yourself a picture of lion eating you – get yourself a Safari

Tuesday, June 12th, 2007

No zobaczymy zobaczymy – jedni mowia o rewolucji, inni niespecjalnie – jak bedzie – okaze sie. Fakt faktem, ze Apple wypuscilo bete swojej przegladarki opartej o Webkit na platforme Windows. Paczka niespelna 8 MB zawiera przegladarke znana z Mac’ow [ktora przy bardzo krotki uzytkowaniu MacOS'a nie przypadla mi bynajmniej do gustu]. Po instalacji Safari3 zajmuje niecale 30 MB i nawet dziala. Oprocz przegladarki otrzymujemy usluge “bonżur” oraz update’r – opcjonalnie.

Jakie wrazenia po kilku minutach? Paradoksalnie lepsze niz w Mac’u – chociazby ze wzgledu na naprawde szybkie dzialanie przegladarki. Czuc jakas taka lekkosc. W ogole to jakby sie uprzec, to otrzymujemy kawalek Mac’a, bo i scrollbar i cale [prawie] okienko jest Macowskie [z tego co pamietam] – nawet animacje wyskakujacych dialogow sa z Mac’a. Jedyne co razi to przyciski mini/maxymalizacji i zamkniecia. Brzydkie takie jakies takie.

Oczywiscie jak przystalo na bete – nie liczmy na stabilnosc i swietnosc dzialania. Bardzo na to nie liczmy, bo przegladarka lubi crashe, albo generowanie dziwnego wygladu. Czasem czegos brakuje, czasem jest inne niz wszedzie (np. zamiast napisow kreska). Co nie zmienia faktu, ze zawsze lepsze cos niz nic. Ze swojej strony musze przyznac, ze shwsite wyglada prawie nienagannie – przynajmniej na pierwszej stronie oprocz dziwnych paragrafow we wpisie Get the fucks, ale podejzewam, ze to kwestia bety, niz takiego wlasnie zachowania sie strony pod ta przegladarka. Na szczescie tez beta wychodzi z przyciskiem zglaszania bledow dla danej strony – wraz z mozliwoscia automatycznego wyslania shot’a strony z bledem – wiec bledy takie pewnie znikna. Z drugiej strony – dlaczego tylko mozliwosc zglaszania bledow stron? A jak profesjonalnie zglosic crash podczas uzytkowania samego interface’u aplikacji? Nie wszyskie przeciez bledy to bledy zwiazane z przegladaniem stron.

Co tez rzucilo mi sie w oczy – safari przemyca wiecej niz nam sie wydaje. I tak np. nie korzysta z Windowsowych ustawien aliasingu czcionek – ma swoj. Bardziej masywny, ze tak powiem. Cos jakby Strong z Photoshopa, zamiast Smooth. IMO troche brzydziej to wyglada niz ClearType, chociaz tez dodaje.. czy ja wiem.. pewnego smacznu przy mniejszych czcionkach niz te w naglowkach.

Bedzie rewolucja na rynku przegladarek pod systemem Windows? Watpie. Tak samo jak watpie aby odbyla sie ona za sprawa wspolpracy Onet-Opera. Z ta roznica, iz w przypadku Safari – jezeli Apple poprawi stabilnosc dzialania czy przede wszystkim rendering stron – webdesignerzy i webdeveloperzy beda mieli prostrza prace, aby sprawdzac dzialanie swoich dziel pod przegladarka z jabluszek. Moze nawet niektorzy na stale sie na nia przesiada? Kto wie – w koncu niektorzy bardziej cenia np. predkosc dzialania od multifunkcjonalnosci takiego Firefox’a [z ktorego z tegoz samego powodu jakos nie moge zrezygnowac, pomimo jego pamieciozernosci i innych przywar].

Fakt wart odnotowania, jak i warto sprawdzic jak Safari dziala pod naszym systemem (XP lub Vista only) – wystarczy sciagnac i zainstalowac ze strony Apple.

My anus is bleeding

Wednesday, June 6th, 2007

Trafilem na 2up i mi sie przypomialo. Smieszniejsze gdy sie oglada po raz pierwszy, ale i pozniej zabawa przednia – oczywiscie dla ludzi z chorym poczuciem humoru (like me). Rejected

Get the fucks 2 – The good, the bad and the copyright owner

Wednesday, June 6th, 2007

Ustosunkuje sie jeszcze do pewnego ciagle pojawiajacego sie komentarza – i zawsze to powtarzam – moje ustosunkowanie jest o tyle cenniejsze, ze pochodzi od osoby nalezacej do grupy ryzyka, a nie goscia, ktory ma to wszystko gdzies, bo problem i tak go nie dotyczy:

bo nie wiem czy zauważyliście, ale programiści, artyści itd. to też ludzie i też mają rodziny i też muszą “coś do garna włożyć”, a nawet (też pewnie dla was to będzie zaskoczenie) za tymi wielkimi korporacjami, wydawnictwami też stoją ludzie, szefowie i pracownicy, którzy też muszą na czymś zarabiać

Nie wiem czy zauwazyles, ale takich grup jest wiele. Nie wiem czy wiesz, ale pewne zawody przestaja istniec, albo diametralnie traca popularnosc i zyski ich wykonawcow spadaja. Czy uwazasz, ze nalezaloby dawac tymze ludziom pieniadze ot tak – poniewaz tez musza cos do garnka wlozyc? Kazdy stara sie zarobic na zycie – jezeli pojawiaja sie problemy, jezeli model biznesowy wybrany na poczatku sie nie zgadza – weryfikuje sie go, zmienia, dostosowywuje do czasu, az zaczyna sie sprawdzac. Branza praw autorskich niczym sie tutaj roznic nie powinna. Pomijajac fakt, ze smiesznie to brzmi w momencie, kiedy wie sie, ze ten i ten aktor dostal za film 20 000 000 dolarow. Jezeli film zarabia 60 000 000 pierwszego dnia, a jednoczescie krzyczy sie o wielkim zlodziejstwie na biednych tworcach, ktorzy nie maja co do garnka wlozyc czy nawet pieniedzy, aby zainwestowac w mniej popularne produkcje, to czyz to nie brzmi po prostu smiesznie?

1. ZAiKS oskarzajacy piratow o kradziez i przywlaszczanie sobie cudzej wlasnosci, sam odgornie, bez pytania decyduje i pobiera oplaty od utworow, niezalenie czy autor wyrazil chec lub czasami nawet wbrew woli autorow [vide problem z licencja CC i puszczaniem tychze w radiach internetowych]

2. Prawo autorskie (w zlym tego slowa znaczeniu) trwa w Polsce minimum 50 lat (np. w przypadku programow RTV) lub 70 lat od smierci autora (czyli przy obecnym poziomie medycyny nawet i 170 lat). Reka do gory kto nie chcialby zarabiac na czyms przez cale zycie i jeszcze 70 lat po swojej smierci.

3. W chorej Ameryce prawo to trwa lat 50, po czym utwor staje sie domena publiczna. To zapis o dobre 20 lat madrzejszy – jednak wielu autorom (np. Bee Gees) to nie wystarcza i czuja sie pokrzywdzeni tak krotkim czasem zarobku na swojej tworczosci.

4. Prawa autorskie sa wyjatkowo dobrze zdefiniowane, wyjatkowo dobrze chronia interesy tworcow. Jezeli chodzi o interesy spoleczenstwa, kultury nie jest juz tak dobrze – slynny dozwolony uzytek jest slowem bardzo plynnym i ciezko dokopac sie do jego jasnej definicji. W USA np. za uzytek niekomercyjny uwaza sie wykonanie do 10 kopii utworu, ale nie ma jasnego pozwolenia na wykonanie tychze kopii.

5. Czy wiesz, ze w ramach dozwolonego uzytku (i logiki) masz prawo do wykonania kopii zapasowej posiadanego nosnika (czy to w postaci skopiowanej plyty czy obrazu tejze), lecz jezeli chcesz skorzystac z tego prawa, musisz zlamac prawo omijajac zabezpieczenia umieszczane na plytach uniemozliwiajace ich kopiowanie? Nikt jednak nie walczy o Twoje prawo, poniewaz to nie ty dysponujesz miliardami tworzac lobby chroniace Twoje prawa. Takze nie Ty dostales odszkodowanie w zwiazku z niezgodnymi z prawem zapisami na plytach, ktore zabranialy Ci chociazby ich kopiowania.

6. Kupujac utwor zabezpieczony techologia DRM nie kupujesz nic. Firma sprzedajaca utwor moze uniemozliwic Ci korzystanie z zakupionego produktu jezeli nie uzyjesz odpowiedniego oprogramowania, odpowiedniego sprzetu lub po prostu ma takie widzimisie.

7. Lobby praw autorskich jest bardzo silne i dziala na calym swiecie – najwieksze organizacje wymuszaja na swoich czlonkach i kandydatach ustawy o minimalnym czasie obowiazywania praw autorskich. Dla WTO jest to 50 lat po smierci autora, dla Unii Europejskiej jest to 70 lat po smierci autora.

8. Produkty chronione prawem autorskim kupujemy zazwyczaj jako kota w worku. Czasami jezeli ten kot nam sie nie spodoba – nie mozemy z tym nic zrobic. Tak jest w przypadku oprogramowania. Tracimy bowiem prawo do zwrotu towaru, jezeli usuniemy lub naruszymy opakowanie towaru. Z polskiego na nasze – jezeli plyta znajdowac sie bedzie w pudelku, a to zostanie owiniete folia, ktora zdejmiemy – tracimy prawo do zwrotu. Dzieje sie tak pomimo iz koszt nosnika jest w wiekszosci przypadkow zaden i jest zwyklym wykorzystywaniem prawa.

9. Takie produkty jak oprogramowanie nie podlega reklamacji. Zgodnie z tym prawem konsument moze domagac sie m.in. zwrotu pieniedzy lub obnizenia ceny, jezeli jakosc tegoz jest niezadowalajaca. W takim wypadku w przypadku np. wykryciu luki w systemie Windows wszyscy jego uzytkownicy mieliby prawo do usuniecia jej w przeciagu ustawowych 14 dni lub prawa do skorzystania z wymienionych wyzej praw. Slyszeliscie kiedykolwiek o obnizeniu ceny Windowsa z powodu niezalatanej luki?

10. Prawo autorskie to jeden wielki bubel prawny. Jako konsumenci pozostajemy na lasce i nielasce wlascicieli praw autorskich. Aby przeczytac powyzszy wpis kazdy z Was musial skorzystac z uslug dostawcy uslug internetowych. Aby to uczynic Wasz komputer skontaktowal sie z szeregiem komputerow pomiedzy Wasza lokalizacja, a lokalizacja serwera. Te musialy po kolei przeslac miedzy soba strumien danych obietych prawem autorskim. Zgodnie z wyzej wymienionym prawem nie popelniliscie (zapewne nie popelniliscie – odsylam do punktu 4) przestepstwa sciagajac te dane. Jednak uslugodawcy popelnili przestepstwo poprzez udostepnienie chronionych prawem autorskim tresci.

Brzmi absurdalnie? Witaj w swiecie praw autorskich. Zapewne mimo przeczytania tego tekstu bedziesz zyl tak jak dalej. Korzystal z internetu, sluchal muzyki, ogladal filmy – wszystko jak Ci wygodnie. Nie specjalnie zastanawiajac sie czy nie lamiesz prawa, poniewaz tak jest wlasnie naturalnie, poniewaz naturalnie odrzucasz ze swiadomosci absurd, jakim sa restrykcyjne prawa autorskie. Jednak zapamietaj i rozpowszechniaj wokol siebie to czego stales sie wlasnie swiadomym – mozesz to robic od zaraz, a nie za dobre 70 lat, poniewaz nie roszcze sobie do tego praw autorskich. Niech strace..

Wybierz tło:
Gotowe Gotowe