Jedni nazywaja to przypadkiem, inni doszukuja sie nieuczciwych dzialan – jak jest naprawde – dowiemy sie moze za kilka lat jak znowu wyjdzie na jaw poczta Microsoftu, jak w przypadku afery z ACPI. Fakt faktem, ze MS ma ciekawe narzedzie do walki z konkurencja, ktore jezeli uzyte swiadomie – naprawde mnie “mile” zaskoczylo. Tak prosty jak widac sposob, a tak genialny. Okazuje sie bowiem, ze nowa Vista, z jakichs dziwnych powodow, nie pozwala przydzielac programom kompilowanym za pomoca takich kompilatorow jak GCC czy G77, wiecej niz 32MB pamieci. Chodzi o uzycie funkcji malloc, ktora w takich narzedziach jak Visual C++ czy rozwiazaniach Borlanda korzysta z funkcji Win32 API, a w przypadku w.w. kompilatorow – nie.
Skad to nagle ograniczenie? Dlaczego akurat tyle i teraz? Jak pisalem – nie wiadomo. Fakt jednak warty zanotowania. Zwlaszcza, ze blad MS postanowil poprawic dopiero w SP1 do Visty, czyli sobie jeszcze poczekamy [a dokladnie - poczekaja, bo mi sie do Visty nie spieszy].
Chyba wszyscy znamy kampanie spoleczna “Niepelnosprawni – pelnosprawni w pracy”, promujaca zatrudnianie osob niepelnosprawnych, w zamian za blizej nieokreslone korzysci. Moj poglad na sprawe byl zawsze taki, ze kiedy bede mial mozliwosc zatrudniania ludzi, to raczej bedzie mi to zwisac czy ktos jest niepelnosprawny czy pelnosprawny – jezeli bedzie sie nadawal do pracy, to go zatrudnie i nie potrzebuje przekupstwa. Z drugiej strony dobrze nie wydawac wlasnych pieniedzy na dostosowanie stanowiska pracy np. czy wykorzystac mozliwosc nie placenia zlodziejskiemu rzadowi zeby pieniadze zostaly przejedzone przez urzednikow. Niemniej jednak – chce wierzyc, ze kiedy bede mial mozliwosc zatrudnienia niepelnosprawnego, to nie odrzuce takiej kandydatury ze wzgledu na niepelnosprawnosc.
Ale nie o tym dzisiaj – dzisiaj o czyms co ja zauwazylem na samym poczatku, a media dopiero po dluzszym czasie. Otoz glowny bohater kampanii – Wiktor – wcale niepelnosprawny nie jest. To normalny aktor grajacy niepelnosprawnego. Co w tym niezwyklego? Otoz to czego spodziewalbym sie po reklamie sokow czy jogurtow, nie spodziewalbym sie [a przynajmniej wolalbym sie nie spodziewac] po kampanii spolecznej. Oczywiscie jezeli jest to mozliwe. Co innego jest nie wykorzystywanie np. porzuconych dzieci, ktore szukaja domu – tych moze bolec wywlekanie swojego problemu na ekran, ale kampania naklaniajaca do zatrudniania niepelnosprawnych sama tego nie robi?
Juz nie mowie o efektywnosci – nie jestem specjalista od reklamy, ale strzelam, ze kampania ukazujace prawdziwe osoby ma lepsza efektywnosc od granej przez aktorow, ale o sam przyklad. Co gorsza – za sprawa mediow mozemy dowiedziec sie dlaczego Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych skorzystal z pomocy aktora, a nie zatrudnil, jak to “reklamuje” niepelnosprawnego. A powod jest trywialny – “zatrudnienie zdrowego czlowieka jest tansze i pracuje on wydaniej”. No coz – dobrze dowiedziec sie tego od zrodla – teraz nieprzekonani na pewno juz wiedza jak bardzo oplaca sie im zatrudnic osobe niepelnosprawna. Rzecznik probuje ratowac sytuacje stwierdzajac, ze aktor “lepiej wyrazi tresc i emocje”, ale to akurat mnie nie przekonuje. Nawet zdobywca 5 oskarow – Jack Nicholson – nie jest w stanie “zagrac” bardziej realistycznie niepelnosprawnego majacego problem ze znalezieniem pracy, niz niepelnosprawny. Z reszta tworcy kampanii zdarzyli to pokazac, prezentujac w poprzedniej serii prawdziwych niepelnosprawnych i pracodawcow. Wybaczcie wiec, ale nie jestem przekonany ostatnim wyjasnieniem..
Na cale szczescie [dla niepelnosprawnych], sa tacy ludzie jak pracodawcy z poprzednich spotow, no i moze [mam nadzieje - zweryfikuje przyszlosc] ja, ktorych nie zrazi wyjatkowo nietrafiona i wrecz szkodzaca kampania. I pomyslec, ze poszlo na to 15 mln zlotych.. Szkoda, ze osoby decydujace o angazu uznaly, ze nie warto dac zarobic ulamek procenta tej kwoty autentycznej osobie nieplenosprawnej..
Natchnelo mnie dzisiaj, zupelnie bez powodu na logiczne myslenie. Nie tylko logiczne myslenie w ogole, ale o prawach autorskich, tzw. “wlasnosci intelektualnej” i wszelkiej masci patentow. Winikiem tegoz myslenia jest, moim skromnym zdaniem ciekawy przyklad nielogicznosci wymienionych wyzej zjawisk i absurdu do jakiego posuwaja sie propagatorzy i lobby od tychze.
Ogolnie wiadomo [a przynajmniej wiadomo mi], iz wlasciciele praw autorskich, w swojej walce z konsumentami, opieraja sie na 2 powaznych nielogicznosciach w mysleniu: po pierwsze – piractwo to kradziez, co jest argumentem wyssanym z palca, poniewaz nie da sie ukrasc czegos dostepnego w ilosci nieskonczonej; po drugie – piraci powoduja straty, co tez jest glupota, poniewaz mozemy mowic o braku potencjalnych zyskow, a nie o stratach – nikt bowiem nie moze udowodnic, ze gdyby np. Windows byl zabezpieczony w pelni przed piractwem kazdy jego uzytkownik zakupilby go [argument ten staje sie bardziej przemawiajacy do swiadomosci im drozszy jest produkt, lecz odnosi sie do wszystkich produktow chronionych przez diabelskie trio]. Ok – to wiemy, a nawet jezeli nie wiemy, to dobrze byloby wiedziec – tak na przyszlosc i wydostac sie z nielogicznosci propagandy wszelkiej masci firm i organizacji mafijnych od “praw intelektualnych”.
W moim logicznym umysle natomiast powstaly w proste, a zarazem przerazajace [kiedy dotra do swiadomosci czlowieka] przyklady absurdu dzialania machiny trojcy – czyli praw autorskich, IP i patentow. Zatem upewnijcie sie, ze siedzicie i jestescie gotowi na najwiekszy horror intelektualny ostatnich lat [w kinach od 11 maja!!]. Calosc rozchodzi sie o sprawy codzienne, zwykle i dotykajace kazdego czlowieka, ktore oscyluja w okolicach jedzenia.
Przyklad pierwszy to kubek. Powiedzmy, ze nasz kolega zakupil sobie zielony kubek. Ladny, ksztaltny, pojemny. Widzimy owo naczynie w jego domu i musimy przyznac, ze nam sie podoba. Kubek jednak, mimo iz jest kubkiem reklamowym [bo jak inaczej nazwac kubek z logiem firmy], swoje kosztuje. Na szczescie czlowiek w swojej genialnosci wynalazl maszyne, ktora jest w stanie skopiowac kazda rzecz, jaka sie do niej zmiesci. Oplaca nam sie to, poniewaz koszty sa niewielkie [lub praktycznie zadne], wiec bierzemy [za pozwoleniem kolegi] jego kubek, wsadzamy go do maszyny i mamy 2 kubki – jeden oddajemy wlascicielowi, drugi zostaje dla nas. Abstrakcyjne moze, ale wystarczy ogolne zrozumienie idei, aby zrozumiec co nastepuje. Otoz w tym momencie wpada do nas, bez nakazu policja, wraz z przedstawicielem firmy rozporzadzajacej zielonymi kubkami. Przedstawiciel, w akompaniamencie “strozow prawa”, zabiera wszystkie naczynia z naszego domu, wraz z nasza maszyna kopiujaca. Dlaczego? Bo twierdzi iz jestesmy zlodziejami. Na poparcie tej tezy pokazuje nasz zielony kubek, ktory “ukradlismy”. Ale chwila chwila – jezeli oczekiwaliscie, iz w tym momencie skonczyl sie absurd sytuacji, to poczekajcie, bo absurd dopiero nadchodzi. Powstaje bowiem pytanie – na czym polegala kradziez? Wedlug pana od kubkow – na tym, ze wykorzystujac nasz czas, nasza maszyne i nasze pieniadze/srodki, skopiowalismy kubek. Panowi od kubkow to nie pasuje, bo on by chcial, aby jedyne zielone kubki pochodzily z jego fabryki.
Tak wiec zostalismy zlodziejami – tylko dlatego, ze korzystajac z naszych umiejetnosci, sprzetu i pieniedzy stworzylismy to samo co ktos inny, tylko kosztowalo nas to mniej. Zapewne malo kto kopiuje kubki, ale problem jest w pelni skalowalny – przykladem mogloby byc krzeslo, ktore zrobilismy z drewna, grill ktory zbudowalismy z cegiel czy dom, ktory postawilismy z polaczenia 2 poprzednich surowcow [i kilku innych]. Gdyby wytworcy kazdego produktu mieliby mozliwosci [polaczone z brakiem logiki], jak chociazby wlasciciele praw autorskich – tak wygladalaby nasza rzeczywistosc. Zostalibysmy w domu, bez naczyn [bo moze te tez byly skopiowane - co sprawdzi policja i czego po kilku latach dowiemy sie w sadzie] i wezwaniem na rozprawe.
Jestem jednak swiadom, iz kopiowanie kubkow to nie cos, co robi kazdy czlowiek, wiec przyklad moze nie jest specjalnie trafiony. Dlatego powstal drugi. Kazdy bowiem je – jedni bo lubia, wszyscy bo musza. Czynnosc znana ludzkosci od jej poczatkow, a nawet znacznie wczesniej. Kazdy ma jakies ulubione dania, a jednym z moich jest pizza, wiec nic dziwnego w tym, ze przyklad bedzie dotyczyl wlasnie niej.
Wyobrazmy sobie bowiem, ze idziemy do lokalu, gdzie owa pizze serwuja. W wiekszosci przypadkow, bedzie to tzw. pizzeria. I jak to w pizzerii wlascicielem jest Wloch. Podaje nam on pizze, ktora o dziwo – smakuje nam. Powszechnie wiadome jest jednak, ze jak to w lokalu – pizza kosztuje swoje, wiec o ile nie spimy na pieniadzach – nie chcemy [a raczej nie mozemy] tam chadzac na codzien. Tak wiec kiedy znowu nachodzi nas ochota na przepyszne danie idziemy do sklepu, kupujemy skladniki i robimy pizze w domu. Piekarnik nagrzany, ciasto ze skladnikami rosnie w srodku.. a zza drzwi daje sie slyszec mocne pukanie. To Pan Wloch i dwojka policjantow, oskarzajacy nas o kradziez. Czego? Pizzy. Pizza nasza bowiem “nalezy” do niego, on jest jej autorem. To on wymyslil, aby dodac do niej szynke, ser, papryke oraz sos pomidorowy z przyprawami. Nasza pizza jest pizza i posiada te skladniki [chociaz - jako ciekawostka - wcale nie musi - wystarczy, ze np. jest pizza] – co oznacza, ze jestesmy zlodziejami. To Pan Wloch posiada prawa autorskie do pizzy i wolalby on, abysmy jadali w jego lokalu. Calosc konczy sie wyczyszczeniem domu ze wszelkiego jedzenia oraz polowy oprzyrzadowania – w celu sprawdzenia czy wszystko jest “legalne”, a nie np. skopiowane.
Nie wazne co jest Twoim ulubionym daniem – gdyby wytworcy jedzenia posiadali mozliwosci, jakie posiadaja wlasciciele praw autorskich, swoje danie moglbys jesc tylko w wyznaczonych lokalach z koncesja. Zupa pomidorowa, spagetti, schabowy, bigos – to wszystko dostepne byloby tylko w wyznaczonych lokalach, za okreslona kwote, a przygotowanie samemu [skopiowanie pomyslu] byloby karalne.
Jezeli chociaz przez chwile pomyslales o absurdzie zaprezentowanych sytuacji lub co gorsza – przestraszyles sie – mam dla Ciebie zla wiadomosc. W takim swiecie zyjesz! To nie sa zupelnie wymyslone sytuacje – po prostu dotycza [mniej lub bardziej] innej sfery, bardziej codziennej – chociazby jedzenia. O ile [jak narazie] problem praw autorskich, tzw. “wlasnosci intelektualnej” czy patentow nie dotyczy jedzenia [lub nie jestem tego swiadom], to prawo takie istnieje, lecz dotyka innych sfer – jak chociazby rozrywki.
Jedyne co pozostalo Ci po przeczytaniu tego tekstu, to zastanowic sie – czy chcesz zyc w swiecie, w ktorym ktos decyduje co mozesz ugotowac w swoim domu?
Trafilem z wykopu.. chyba wypada tylko powiedziec, ze czasami nawet tak male rzeczy jak krotki komiks daja do myslenia.. bo warto - przeczytaj Animal Crossing.
Trafilem na 2up i mi sie przypomialo. Smieszniejsze gdy sie oglada po raz pierwszy, ale i pozniej zabawa przednia - oczywiscie dla ludzi z chorym poczuciem humoru (like me). Rejected
Co takiego ma w sobie Vista, ze jej instalacja zajmuje od 5.5-6.5gb, w zaleznosci od wersji??! W przypadku Linuxa mielibysmy zainstalowane kompilatory, pakiety biurowe, dziesiatki programow, wszystkie srodowiska graficzne i oprogramowanie serwerowe, a tu? Saper?