Mysl mysli nierowna
Friday, March 23rd, 2007Maciek Miasik popelnil ostatnio kolejny wpis odnosnie wlasnosci intelektualnej, ktory mial sprecyzowac jego poglad odnosnie tzw. “wlasnosci intelektualnej”. Do przeczytania wpisu [z reszta jak wszystkich wpisow Macka] zachecam, ale ja nie o tym.
Pod wpisem padlo bowiem pytanie, na ktore pozwolilem sobie w prawdopodobnie zawily sposob odpowiedziec, demaskujac absurdy i nielogicznosc sposobu myslenia, jaki probuja prezentowac nam ludzie, ktorym na prawach autorskich bardzo zalezy.
Druga sprawa- chodzi Panu wyłącznie o to, że egzekwowanie praw autorskich jest niemożliwe (bo np. łamałoby prawo do prywatności) czy też o to, że z jakiegoś powodu prawa do dzieła się autorowi po prostu nie należą?
Maksymilian Kurjata
mysle, ze chodzi o cos innego. chodzi o probe wykorzystania nieadekwatnych prawidel.
proba umaterializowania czegos co materialne nie jest.
poslugujac sie przykladami z debilnej, moralizatorskiej “reklamy” ktora ma sie okazje ogladac w kinach.
w przypadku rzeczy materialnych wszystko jest jasne – mamy telewizor [ktorego nie kradniemy]. telewizor jest jeden. jezeli ja mam telewizor, to nie masz go ty. jezeli zabierzesz mi telewizor, to ja go nie bede mial.
w przypadku rzeczy niematerialnych, nie da sie stosowac tej samej logiki.
mamy bowiem film, film jest w postaci cyfrowej. moge miec go zarowno ja, jak i ty, jak i milion innych osob. posiadanie filmu przez 1000 osob nie umniejsza jego wartosci pojedynczego wlasciciela. to, ze ja mam film, nie oznacza, ze ty masz go mniej. prawa wlasnosci nie maja tutaj zastosowania, poniewaz prawo wlasnosci odnosi sie do rzeczy materialnych, namacalnych i w pewnym sensie unikalnych.
popatrzmy tez na wybiorczosc. na codzien wypowiadamy tysiace wyrazow, zdan i nie oczekujemy przypisania im wlasnosci. ale zapiszmy chociaz kilka zdan na kartce, nazwijmy je wierszem i juz nikt nie moze roscic sobie do tego ciagu liter prawa, poniewaz sa one nasze. mamy prawo wlasnosci do tych wlasnie liter i jest ono chronione od tego momentu przez nie mniej niz 70 lat.
dlaczego? bo nazwalem ten ciag wyrazow wierszem, lub prosciej – utworem.
niemoznosc egzekwowania prawa jest logicznym nastepstwem braku materialnosci tej “wlasnosci”, ale bynajmniej nie jest powodem samym w sobie do zaprzestania egzekwowania praw. jest to jednak logiczna kwestia potwierdzajaca ta teze.
na koniec przeskoczny dobre kilka[dziesiat/set] lat do przodu. w swiecie przyszlosci dane nie beda zapisywane jedynie na sztucznie wytworzonych nosnikach. za x lat bardzo mozliwe, ze informacje przenoszone i przechowywane beda w organicznych, naturalnych zbiornikach – mozgach. przypuscmy, ze beda one zapisywane w mozgu tak, aby ten mogl je nam zaprezentowac bez uzycia dodatkowego sprzetu – tj. w formie naturalnej, w jakiej teraz zapamietujemy rzeczy, ktore widzimy i slyszymy.
powstaje wtedy pewien dylemat – w jaki sposob kontrolowac taka informacje, w jaki sposob odroznic dana mysl – czy zostala ona zapamietana czy stworzona przez nas samych?
nasunela mi sie jeszcze jedna mysl ukazujaca brak pojecia ludzi o prawach autorskich i ich hipokryzji.
porady.
nie wiesz czegos – np. jak naprawic komputer. zatrudniasz wiec specjaliste, ktory komputer ci naprawia. sposob naprawy to jego mysl, idea, za ktora nawet mu placimy, a zatem powinna byc chroniona prawem autorskim.
jakie sa tego konsekwencje? zgodnie z prawem nie mozesz sam naprawic sobie komputera, choc znasz sposob. nie mozesz poradzic komus jak to zrobic, chociaz wiesz. dlaczego? bo zatrudniony specjalista zrobil to wczesniej niz ty.
kiedy czytasz te slowa myslisz – ale to zupelnie co innego – to jest nienaturalne. no coz – tak samo nienaturalne sa prawa autorskie na cokolwiek. dlaczego naturalnym jest dla nas placenie za nauke lub doradztwo, zdobywanie wiedzy i przekazywanie jej innym [na czym juz autor tej wiedzy nie zarabia], a nienaturalnym jest rozpowszechnianie muzyki, tresci, obrazow.
zgodnie z pogladami i “logika” myslenia karteli walczacych o prawa autorskie, wszelcy doradcy powinni dawno wyginac, poniewaz nikt nie chroni ich mysli prawem autorskim, nie przypisuje im wlasnosci do dawanych nam porad czy nauk. mysl trafia do nas, a nastepnie w sposob jak najbardziej naturalny przez nas przekazywana jest innym, z pominieciem samego autora i jego portfela. dlaczego jednak tak sie nie dzieje






