shw.rice
 
 

Archive for December, 2006

H.C.A.I. – Human Corrected Artificial Inteligance

Wednesday, December 27th, 2006

Ostatnio mamy wysyp nowych, rewolucyjnych pomyslow od guru epoki Web 2.0. Najpierw goscie odpowiedzialni za Skype’a przedstawiaja projekt Venice, teraz bozyszcze Wikipedii – Jimmy Wales startuje z nowym, rewolucyjnym pomyslem do walki z gigantem Google – wyszukiwarka internetowa.

Oczywiscie pomysl jest ze wszechmiar rewolucyjny, bo tylko rewolucyjne pomysly moga zarobic miliony w krotkim okresie czasu. Calosc opiera sie na blizej nieznanym algorytmie [prawdopodobnie nieznanym takze dla Wales'a] oraz na ingerencji czlowieka.

I tu zaczyna sie problem – przynajmniej dla mnie. Mamy bowiem bezmyslny algorytm zbierajacy i pozycjonujacy wyniki oraz czlowieka, ktory ma prawo do korekty wynikow dzialania algorytmu. Taka boska interwencja. Dlaczego? Po co to? Otoz Wales stwierdzil, ze wyniki podawane przez wyszukiwarki sa dalekie od doskonalosci. Jakie wymyslil na to wyjscie? Czlowieka. Ta nieomylna “maszyna” ma stac na strazy internetu i pracowac jako organiczny filtr danych, korygujac wyniki tak, aby odpowiadaly tym rzeczywiscie poszukiwanym.

Czego sie czepiam? Poniewaz powstaje odwieczny problem – kto wie lepiej czego chce? A w tym wypadku – kto wie lepiej czego szukam. Czy wpisujac w wyszukiwarke BMW oczekuje otrzymac strone firmowa BMW, lokalnego dystrybutora czy moze czesci w serwisach aukcyjnych? Dlaczego czlowiek pracujacy w Wikia Inc wie to ode mnie lepiej i jaki jest jego obiektywizm.

Wales zachwyca sie swoim wielkim pomyslem Wikipedii, popiera zasadnosc wyszukiwarki tym, ze stworzyl on tworzona przez ludzi, w miare wiarygodna encyklopedie. Tylko czy aby nasz Jimmy nie patrzy na swiat [i swoje pomysly] przez rozowe okulary? O wikipedii bowiem mozna powiedziec wiele, ale do doskonalosci czy obiektywizmu jej na pewno daleko. W niektorych momentach mozna mowic o czyms, co na pierwszy rzut oka moze wydawac sie obiektywizmem, ale jest czyms zupelnie innym – polityczna poprawnosc.

A czego tak naprawde oczekiwalibysmy od wyszukiwarki? Mysle, ze takim minimum jest wlasnie obiektywizm. Znajac doswiadczenia z wiki – otrzymamy to drugie.

Oczywiscie wszystko to spekukacje. Wales planuje, ze stworzenie wyszukiwarki zajmie ok. 2 lat, wiec zapewne nie ma nawet ulamka koncowej koncepcji swojego produktu, jednak biorac pod uwage internet oraz wczesniejsze doswiadczenia z produktami typu wiki mozna zakladac pewne kwestie – jak wlasnie brak obiektywizmu. A z nim jest tak, ze jak komus stan rzeczy pasuje, to mowia o obiektywizmie, tylko zapominaja o tych drugich.

I tak ciagnac dalej i nawiazujac do przykladu BMW. Wywiazala sie pewna dyskusja kiedys, kiedy to BMW spadlo w wynikach Google, przez stosowanie niedozwolonych technik pozycjonowania. Jedni twierdzili, ze Google przesadza, ze kazdy, ktory wpisuje w wyszukiwarce BMW szuka wlasnie strony firmowej i ona powinna byc na 1 miejscu. Inni [w tym ja] uwazali, ze uzytkownik sam wie lepiej co chce znalezc. I tego sie wlasnie obawiam – relatywizmu na miejsce obiektywizmu. Wlasne poglady zawsze na szczycie, a inni niech sie dostosuja. I nazwiemy to obiektywizmem.

Co ciekawi mnie jeszcze bardziej – te same osoby, ktore skrzeczka i narzekaja na Google odnosnie manipulacji wynikami, okresowymi korektami pozycji w wyszukiwarkach czy dostosowywaniem wynikow do prawodawstwa danego kraju [Google China], wrecz rozplywaja sie z zachwytu, ze wreszcie ktos moze skopie tylek Google’owi. Oni juz czuja, ze beda mieli wplyw na to i to oni beda decydowac co bedzie na 1 miejscu wynikow wyszukiwarek. Oczywiscie obiektywnie.

nigger nigger nigger nigger

Tuesday, December 19th, 2006

“the n-word”, bo tak niedlugo beda mogli oficjalnie mowic Amerykanie, wywolalo niemala burze ostatnimi czasy. A wszystko za sprawa komika, a raczej braku poczucia humoru. Michael Richards – bialy komik smial uzyc tego slowa, adresujac je do czarnych uczestnikow jego show, po serii obrazliwych uwag plynacych w jego kierunku z ich ust. I wielka, wolna Ameryka zawrzala. Bo whitie smial uzyc slowa zarezerwowanego dla czarnych.

W ramach walki z uprzedzeniami i rownouprawnieniem, czarni maja zamiar zakazac bialym odgornie uzywac tego slowa. Czemu? Bo przed latami 60′tymi, kiedy czarni nie mieli praw, bialy pan korzystal z tego slowa, aby upodlic “czarnucha”. Tak wiec aktualnie slowo to w ustach bialego brzmi tak samo. Odzywaja sie duchy przeszlosci i po 50 latach wolnosci czarnych, ci ciagle maja kompleks i wciaz slowo na “n” jest najwieksza obelka w ustach bialasa.

A mnie to wszystko co najwyzej smieszy i zastanawia. Slowo bowiem zaczelo zanikac po fali walk o wolnosc czarnych w polowie zeszlego wieku, zeby pojawic sie spowrotem, dziesiec lat pozniej w ustach czarnych. Kazdy kto zna komikow z lat 70, zna Richard’a Pryor’a, a jezeli go zna, to wie, ze czlowiek ten uzywal slowa “nigger”, jako nowego znaku interpunkcyjnego, wystepujacego czesciej niz przecinek. Z reszta nie tylko on, bo nie trzeba siegac az tak daleko, zeby znac sposob mowienia afroamerykanow. On zaczal, podobnie zaczely mowic wszelakie gwiazdy hip-hopu, showbiznesu i teraz nie ma “czarnucha”, ktory nie nazywalby swoich braci uzywajac “n-word”.

Czemu wiec to tak boli, kiedy uzywa go bialy? Tu nie chodzi o walke o rownouprawnienie, tu chodzi o wyzszosc. Nie bialego czlowieka, ale czarnego, ktory zaczal dyktowac warunki. Nie nazywajcie nas tak, nie jestem niewolnikiem, wiec nie bede tego robil. Nie zatrudniles mnie, bo jestem czarny. A wszystko napedzane przez kompleks, dziwny kompleks nizszosci i rasizm. Tyle, ze rasizm ten plynie z drugiej strony. To nie biali maja problem z rasizmem, a czarni. Murzyni wmawiaja nam swoje bolaczki, problemy i kompleksy – wmawiaja nam, ze traktujemy ich jak niewolnikow, chociaz od 10 bialych wymaga sie tego samego co od czarnego. Wmawiaja nam chore uprzedzenia – bo kazdy murzyn to niby zlodziej. Wszystko przez kompleks – tylko nie wiem jak go nazwac, bo ponoc przyrodzenia maja wielkie.

Dlaczego smiem twierdzic, ze jest to zwykle urojenie? Ze nie chodzi o slowa, a ich mimowolna interpetacje czarnego czlowieka? Bo jezeli chodziloby o slowa, to bolalyby one tak samo w ustach czarnego. Sek w tym, ze kiedy czarny nazwie czarnego “nigger”, “dog”, “bitch”, to wszystko jest ok. Kiedy bialy bialego nazwalby swoim psem.. no coz – na pewno nie poprawiloby to stosunkow miedzy nimi. Kiedy Murzyn nazywa tak Murzyna, jest to miod na serce, wyraz uznania i wielkiej przyjazni. Tylko “nasi” moga go uzywac, tylko czarnuch moze nazwac czarnucha czarnuchem. Tylko ja sie pytam – jak to inaczej nazwac, jezeli nie rasizmem?

Sek w tym, ze rasizm nie z tym sie kojarzy. Rasizm zatracil swoje znaczenie – to nie jest uprzedzenie i nienawisc, majaca podloze rasowe. Od kiedy Murzyni zyskali prawa w Ameryce slowo ewoluowalo, az w koncu moze byc uzyte tylko w stosunku do bialego czlowieka. Bo tylko oni nienawidza. Ponoc.

Wiec moze ze wzgledu na rownouprawnienie – uznac slowo rasista za obrazliwe dla bialego czlowieka i zakazac uzywania go przez czarnych? To rozwiaze problem nienawisci rasowej – tak samo jak zakazanie slowa “nigger”.

pain-ting

Wednesday, December 13th, 2006

Wchodzac po raz n-ty na bloga i sprawdzajac komentarze powiedzialem – dosyc!

Jakos nigdy nie bylem zwolennikiem stosowania szablonow, nawet jezeliby byly profesjonalne, ladne itd. Tym bardziej, jezeli chodzi o miejsce tak prywatne i osobiste jak blog. Szablon z jednej strony moze oznaczac, ze koncentruje sie glownie na tresci – nie wazne w jakiej formie zostanie ona podana, ale z drugiej strony wprowadza pewna nijakosc. Blog ma odzwierciedlac pewne cechy, byc bardzo personalny, kojarzyc sie z dana osoba – w przypadku szablonu jest to chyba niemozliwe. Zwlaszcza, jezeli jest to kolejny Kubrick.

Tak wiec dzis, w godzinach pozno-wieczornych/wczesno-nocnych postanowilem to w koncu zmienic. Odpalilem wyszukiwanie na dysku [swoja droga musze zainstalowac od nowa google desktop - szukanie w "naturalny" sposob w Windowsie jest potworne - chociaz od google desktop wolalbym Beagle'a..] i znalazlem przygotowywany jakis czas temu [chyba jeszcze w wakacje] szablon dla bloga, ktory mial chodzic na Rails’ie. Prace ustaly, a lay pozostal niewykorzystany.

Troche siedzenia, przeklejania, hackowania i udalo sie go odpalic pod WP. W miedzyczasie okazalo sie, ze znalazlem nie ten szablon co trzeba, bo w drugim folderze byla jego nowsza wersja, ale poniewaz juz bylem w trakcie przerabiania, a nowsza byla skutkiem eksperymentow z bibliotekami JS od Yahoo [ktorych jednak z powodu rozmiaru chcialem uniknac], dalem sobie spokoj i wykorzystalem troche starsza wersje.

Oczywiscie, jak to bywa z designami – kiedy patrzy sie na nie po jakims czasie [czasami jest to kwestia godzin/minut :P ], nie podobaja sie tak jak na poczatku [lub innymi slowy - ssa]. Jednak fakt pozostaje faktem, ze nawet najgorszy design jest bardziej osobisty i lepszy, niz szablon, z ktorego korzysta polowa uzytkownikow Wordpress’a.

UPDATE:

Dodalem JS’owa poprawke dla IE, zeby wzglednie podobnie wygladalo [zgodnie z ideal IDCAIE, o czym napisze w najblizszym czasie]. Dodatkowo doszlo ladniejsze, efektowniejsze zmienianie tla, ktore zapamietywane jest w cookie – przerobilem je z bibliotek Yahoo na znacznie ciekawsze i mniejsze mootools. have fun!
PS. mozliwe, ze nie wszystko dziala idealnie [zwlaszcza pod IE] – w razie czego – krzyczec!

shwopedia #1

Thursday, December 7th, 2006

Posiadanie, a co dopiero prowadzenie bloga to ciekawa sprawa. Powtarzajac po amerykanskich marynarzach: “It’s not just a job – it’s a adventure!”. Ciagnac dalej to skojarzenie – podobnie jak w marynarce – ryzykuje sie zdrowiem, tyle, ze psychicznym. A to wszystko za sprawa tak swietnego, acz niepozornego narzedzia jakim sa statystyki. Pokazuje toto ile ludzi przyszlo, jaki maja sprzet i inne mniej lub bardziej uzyteczne informacje. Jednymi z bardziej ciekawych sa strony odsylajace. O ile w zwyklych stronach trudno znalezc cos ciekawego dla ogolu [chociaz nie powiem - dla mnie sie znajduja - bo ktos do mnie linkuje, napisal cos apropos posta/bloga - a dzisiaj np. znalazlem takie bardzo budujace stwierdzenie o shwsite na jednym blogu w linkach!], to wyszukiwarki to juz zupelnie inna bajka.

A czemu pisze o zdrowiu? Bo ci, ktorzy nie monitoruja takich rzeczy, nie wiedza ile traca [i o ile sa zdrowsi]. Czasami naprawde trudno uwierzyc co ludzie potrafia wypisywac w takim google’u. Nie ma jednak tego zlego – postanowilem zaczac maly cykl i jezeli czas pozwoli, to bede zamieszczal co ciekawsze frazy z ostatniego czasu, a jezeli sie da, to i odpowiedzi na nie. A trzeba przyznac – bedzie to niezla gradka dla psychologow i filozofow – czasami zwyczajnie jestem zmuszony poszukac swojej strony w wynikach, bo nie wierze, ze jestem zindeksowany pod dana fraza.

Na poczatek cos, z czym przeszedlem do pozadku dziennego – ogolnie moj blog jest uwazany, za niezwykle seksualny, ze wskazaniem na seks oralny. Nie ma miesiaca, zeby nie trafilo tu przynajmniej kilka zblakanych owieczek spod fraz “seks oralny”. Ale bywaja i frazy ciekawsze – jak “cycate mamy”, “wsadzanie w dupe” czy bardziej pasujace do 7-latka “gole panie”. Moze z czasem stane sie jakims prekursorem nowego dzialu przemyslu erotycznego – porno slowne. Na koniec czesci hard-porn powiem, ze analizujac ruch, moze stwierdzic, ze hitem ostatnich tygodni jest jakis “sex ginekologiczny” – niestety – mi nieznany.
Pomijajac wszelkie nudne hasla informatyczne, trafia sie druga grupa osob – filozofowie. Ci poszukuja sensu zycia, istnienia, doszukuja sie rzeczy, ktore sa poza pojeciem zwyklych smiertelnikow. Od czasu posta o definicji wyrazow zauwazylem wzmozona ich ilosc. W tym miesiacu na shwsite poszukiwano np. definicji wyrazow “firma”, “pogoda”, “pisanie” [doslownie ktos wpisal w przegladarce 'jakie znaczenie na wyraz "pisac"], “akceptacja”, “poczciwy”, “procedura”.

Jednak na tym ta grupa sie nie zamyka, bo trafiaja sie perelki. W Polsce niepopularna jest magiczna “8-ball”, czyli czarna bila odpowiadajaca na dreczace nas pytania, wiec Polacy probuja szukac odpowiedzi w internecie. A pytania bywaja rozne. Np. kazdego miesiaca ktos pyta sie mnie “dlaczego nikt mnie nie kocha”, a najgorsze jest to, ze ja nie wiem co odpowiedziec.. Sa tez mniej czeste pytania, aczkolwiek bardziej zagadkowe – “dlaczego nikt mnie nie odbierze”. Na koniec zostala rowniez pojawiajaca sie z pewna czestotliwoscia grupka, ktora zwyczajnie mowi np. “ale mi sie nudzi” i ma nadzieje, ze internet w jakis sposob jej na to odpowie.

Jest tez gupka straszniejsza [chociaz dzisiaj dowiedzialem sie z jednej z fraz, ze shwsite to np. "straszny blog"], bo szukajaca rzeczy, ktore moga powodowac pewien dyskomfort u bardziej wrazliwej czesci spoleczenstwa. Np. miesiac w miesiac na shwsite trafia pewna rzesza osob, ktore poszukuja ku klux klanu. Probuje sie uspokajac, ze to tylko w celach edukacyjnych, ale kto wie, “kto jest po drugiej stronie”?

Jest jednak pewna fraza, ktora calkowicie mnie powalila. Co ilustruje? Nie wiem. Czy mam sie obawiac? J.w. Ktos bowiem ostatnimi czasy szukal “niezwykle uzytecznej” informacji, ktora mnie np. osobiscie niepokoi.. pewien uzytkownik o2 bowiem, postanowil znalezc odpowiedz na pytanie “jak kogos zgwalcic”..

Wybierz tło:
Gotowe Gotowe