Wirtualizacja – nie dla idiotów!
Saturday, November 25th, 2006No i dzieki Microsoftowi dowiedzielismy sie czemu to posiadacze wersji Vista Home i Home Premium nie beda mieli przywileju uruchamiania tych systemow na maszynie wirtualnej – bo sa glupi! Wedlug firmy z Redmond posiadacze licencji na te wersje Visty nie sa swiadomi niebezpieczenstw, jakie czychaja na nich w przypadku korzystania z maszyny wirtualnej. Technologia ta bowiem, wedlug Microsoftu jest niedojrzala i nie powinna byc stosowana przez pierwszego lepszego uzytkownika.
Co innego oczywiscie z posiadaczami najdrozszych wersji systemu i/lub subskrypcji MSDN – ci placac kilkadziesiat dolarow ekstra udowodnili, ze sa madrzy, doswiadczeni i znaja ryzyko. Nie zmienia to jednak takze faktu, iz kazda instalacja na maszynie wirtualnej wymagac bedzie nowej licencji.
Wedlug przedstawiciela Microsoftu – maszyny wirtualne, to niebezpieczna sprawa i mozna na nich zainstalowac rootkity, bez wiedzy uzytkownika. Tak wiec ze wzgledow bezpieczenstwa – Microsoft postanowil ograniczyc wybor uzytkownika i odgornie, licencja zakazac instalacji tanszych wersji Visty na maszynach wirtualnych. Oczywiscie wszystko to dla dobra uzytkownika.
Zastanawiajace jest w jaki sposob wersje biznesowe, ktore jestemy w stanie zainstalowac legalnie na maszynie wirtualnej, sa lepsze i bezpieczniejesze od wersji z serii Home*. Przeciez pracownik Microsoftu wyraznie stwierdzil, iz problemem w przypadku wirtualizacji jest maszyna wirtualna, a nie sam system. Tak wiec jaka jest roznica czy za system zaplacimy 200 czy 300 dolarow, skoro nie bedzie on mniej lub bardziej podatny na ataki na sama maszyne wirtualna?
Jak zwykle – wszystko rozbija sie o pieniadze. Uzytkownik wersji tanszej wcale nie jest mniej swiadomy niebezpieczenstw, jakie ciagnie za soba wirtualizacja – uzytkownik nieswiadomy po prostu nie bedzie wiedzial czym jest maszyna wirtualna, jak jej uzytwac czy po prostu – nie bedzie jej potrzebowal! Nie oklamujmy sie – jezeli ktos chce uruchomic system Windows na maszynie wirtualnej to prawie zawsze bedzie to uzytkownik systemu nie-windowsowego, ktory tego systemu w pewien sposob potrzebuje. Jego poziom doswiadczenia zatem bedzie znaczaco odbiegal od zwyklego, szarego uzytkownika, ktory instaluje wszystko co mu wyskoczy na ekranie. Takze czemu maja sluzyc te ograniczenia? Zarobkowi – za wszelka cene.
Bowiem czym rozni sie uzytkownik korzystajacy z maszyny wirtualnej od tego, ktory nie korzysta? W wiekszosci przypadkow – glownym systemem! Jezeli ktos musi zainstalowac system na maszynie wirtualnej, oznacza to [w wiekszosci przypadkow], ze na codzien korzysta z innego systemu. Taki klient jest mniej wartosciowy dla Microsoftu, bo mniej uzalezniony od ich produktu. Nie korzysta z niego na codzien, nie ma go zainstalowanego w “normalnej” formie i dodatkowo jest znacznie bardziej swiadomy – innych systemow i rozwiazan umozliwiajacych korzystanie z systemu Windows bez musu jego instalowania. Taki uzytkownik dla firmy z Redmond jest ekonomicznie gorszy, a co za tym idzie – powinien zostac ukarany – placac wyzsza cene.
Fakt pozostaje bowiem faktem, iz w znacznej ilosci przypadkow, jezeli ktos zmuszony jest do korzystania z maszyny wirtualnej potrzebuje on podstawowej funkcjonalnosci systemu – mozliwosci uruchamiania oprogramowania dostepnego jedynie ma platforme Windows. Ta funkcjonalnosc zapewnia wersja Home. Jezeli ktos bedzie potrzebowal narzedzi oferowanych przez wersje biznesowa – taka zakupi. Jednak oznacza to mniejsze zyski. Lepiej zatem uznac, ze z wirtualizacji korzystaja jedynie firmy i mozliwosc jej wykorzystania umozliwic jedynie klientom biznesowym. Do reszty wystarczy dorobic filozofie – “to dla waszego dobra”. Przeciez klient i tak nie ma prawa glosu.
Na koniec pozostawie Was z ciekawym pytaniem – czy sam system w wersji Home* bedzie umozliwial instalacje maszyny wirtualnej i uruchamiania na nim innych systemow?





