shw.rice
 
 

Archive for August, 2006

Wielki Brat patrzy!

Thursday, August 31st, 2006

Chcecie dowod na to, ze amerykanscy naukowcy wcale nie sa tacy inteligentni jak to widac w filmach? Prosze bardzo – karda New York University opracowala bowiem narzedzie – rozszerzenie do przegladarki firefox, ktore jak twierdza ma pomoc w poprawieniu anonimowosci w sieci.

Wiadomo bowiem nie od dzis, iz wyszukiwarki, z zasady swojego dzialania i poprawiania jakosci uslug sledza nas. Co wrazliwsi widza od razu tytulowego Wielkiego Brata, ja – sposob, aby ulepszac swoje uslugi. Niemniej jednak osoby owe, z blizej nieznanych powodow – czy to ze wzgledu na wstyd przed wlasna seksualnoscia czy tez bog wie co innego, uwazaja, ze kiedys informacje o nich moga wyplynac z takiego Google i wszyscy beda wiedziec, ze pan Jozek oglada gole panie przynajmniej 2 razy w tygodniu. Oczywiscie beda to bardzo szczegolowe dane w postaci fraz w stylu “ginekologiczny reality show”, “sex big brother” czy nawet “ksiadz gej” lub bardziej hardcore’owe “cos dla pedofilow”. Wszystko prawdopodobnie przez “kryzys wieku sredniego” i to, ze pan Jozek nie wie “czemu nikt go nie kocha”. Ale kogo to obchodzi – wazne, ze pan Jozek patrzy, ze lubi patrzec, pan Jozek ma seksualnosc i jakby sie inni dowiedzieli, to dopiero by bylo..

Swiadomie pomijam wszelkie inne sekreciki – terrorystow bowiem nie bierzemy pod uwage – ufam, ze ci wiedza jak zachowac anonimowosc i zdybyc informacje jak zbudowac bombe atomowa. Wszystko z tego faktu, ze TrackMeNot – narzedzie z NYU bedzie sluzyc malym, seksualnie skrytym ludzikom. Powszechnie. Skorzystaja tez z niego wszelcy zwolennicy teorii spiskowych – ale tylko ci poczatkujacy – kazdy bowiem wtajemniczony, nie bedacy jednym z NICH wie, ze po skorzystaniu z wyszukiwarki komputer nalezy rozlozyc na czesci, zniszczyc i rozwiezc do roznych miejsc w promieniu min. 2 mil.

I nie byloby w tym nic strasznego (poza poglebianiem dziwnych zachowan u uzytkownikoc TrackMeNot), jezeli dzialalnosc bylaby dla nikogo nieszkodliwa. Jednak kontrowersyjna moze byc zasada dzialania tegoz narzedzia. Cala filozofia, ktorej opracowanie badaczom z New York University pewnie zajelo ze 4 lata, najmarniej, polega na wysylaniu “losowych” zapytan do przegladarek co 12 sekund. Dzieki temu nasze prawdziwe zapytania zgina w gaszczu tych falszywych.

Oto geniusz i finezja amerykanskich naukowcow. Nic tylko pozazdroscic. Wysylamy 300 zapytan na godzine razy ilosc wyszukiwarek. Po to, zeby miec zludzenie prywatnosci i anonimowosci. Zapytania bowiem wpisujemy sami, jezeli chcemy, co oznacza, ze pewna, prawdopodobnie duza czesc sciagnie rozszerzenie i tak zostawi – a Google, MSN i inne dostana co 12 sekund zapytanie o jedno z kilku wpisanych na starcie slow. I tak z n-komputerow na calym swiecie.

Pewnie sie czepiam – nie? Ale pomyslmy chwile nad tym. 300 zapytan na godzine, strona lightowego google’a wazy srednio 22kb [nie wliczajac jakiejkolwiek grafiki] – to minimalnie rzecz biorac w ciagu godziny na samym google zrobim 6600kb – 6,6mb czystego tekstu. Strate nalezy liczyc podwojnie, poniewaz raz, ze tworzymy ruch na swoim laczu [czesto w Polsce limitowanym], a dwa, ze zabieramy transfer operatorowi wyszukiwarki. Oczywiscie dane sa kompresowane gzipem, dzieki czemu sam tekst otrzymamy w paczce 4x mniejszej, lecz nie zmienia to faktu, iz dzialanie to nie nalezy do najlepszych.

Jest jeszcze drugie dno. Jestesmy “sledzeni”, poniewaz wyszukiwarki chca dostosowac sie do nas. Dzieki temu otrzymujemy najbardziej popularne wyniki wyzej od tych mniej popularnych, dlatego Google wie jakie slowa nam zasugerowac, dlatego reklama pod takimi a nie innymi slowami kluczowymi kosztuje wiecej [to jakos specjalnie nam nie sluzy, no ale..]. Jezeli wyszukiwarki beda zarzucane smieciami i to w takim tempie i ilosci – na pewno nie spowoduje to polepszenia ich jakosci.

A wszystko to w imie choro widzianej anonimowosci i prywatnosci, ktorej nigdy nie zyskamy. I kompleksow, irracjonalnego strachu. Co nam bowiem moze grozic, jezeli dane o wyszukiwanych przez nas frazach plywalyby po internecie? Jezeli bowiem naprawde mamy cos na sumieniu, to malo prawdopodobne przejecie wynikow wyszukiwarek, jest naszym najmniejszym problemem. A rzady, ktore moga wykorzystac to przeciwko nam? Pomijajac to, ze to pomysl rodem z sience-fiction, to prawda jest taka, ze jezeli beda chcialy nas udupic – znajda inny, prostrzy i pewniejszy sposob.

Wiec rada dla tych, ktorzy TrackMeNot uzywac chca – nie robcie tego. Prosciej, bezpieczniej i etyczniej jest nie uzywac wyszukiwarek – jezeli tak sie ich boicie. A jezeli juz musicie – sa inne sposoby – anonimowe proxy, wylaczenie ciasteczek, obrazy systemow, ktore po wszystkim mozna skasowac/zniszczyc. Albo lepiej – wykopcie sobie wielki dol, zalejcie go betonem, oblozcie hartowana stala i zamknijcie sie tam. Bedziecie tak prywatni i bezpieczni jak tylko chcecie.

PS. Zwroty uzyte w stosunku do naszego wyimaginowanego pana Jozka pochodza ze statystyk wyszukiwarek, z ktorych trafiliscie na ta strone. Tak – ja tez was obserwuje! I miliony innych stron – nie ukryjecie sie nigdzie!

10milliondolarpage

Wednesday, August 30th, 2006

Polacy sa jednak madrzy. Oczywiscie sa debile, ktorzy skopiowali pomysl amerykanskiego ex-studenta i zrobili swoje “milionowe” strony. Ale sa tez ci sprytniejsi!

Na wykopie trafilem na 10million for charity – strone polskiego studenta, ktory zbiera 10 milionow na cele charytatywne. Z jednym malym zastrzezeniem.. otoz nie zbiera on 10 milionow, a 9. Otoz po przewertowaniu FAQ’a dowiadujemy sie, ze tylko 90% trafi na cele dobroczynne – pozostale 10% w kwocie miliona dolarow.. uwaga – zostana wykorzystane na pokrycie kosztow i wynagrodzen.

No coz.. nad strona musial pracowac sam bill gates, a serwer jest chyba zrobiony z platyny, ze koszty wynosza milion dolarow. Co na to amerykanski ex-student, ktory zarobil bodajze 1`000`1000? Czyzby mial jakas niezwykla znizke, do ktorej Polak nie dostapil? A moze po prostu strona hostowana jest w Polsce – a w Polsce hosting przeciez drozszy..

Co? Ze sie czepiam? Moze.. Juz taki jestem, z sie denerwuje jak ktos mnie robi w ch.. balona. Amerykanski ex-student [dlatego to powtarzam] mial szczytny cel – zbieral pieniadze, aby moc dokonczyc studia.. do czasu! Jak tylko na jego koncie znalazla sie okragla sumka studia rzucil. Ok – jego kasa – ale czy na ten cel dawali ludzie?

O ile w przypadku Amerykanina mozna sie pokusic o niebezpieczne stwierdzenie iz zanim nie stal sie bogatrzy o milion naprawde chcial wydac zdobyte pieniadze na studia, o tyle w przypadku naszego rodaka jest to trudne. On bowiem robi nas w konia od poczatku. Nedzna sztuczka marketingowa – zbieramy na chore dzieci, bla bla bla – ale moze “ciemny lud to kupi”. Tyle, ze od samego poczatku, strona jest niezgodna z tytulem. Bowiem nie 10 milionow pojdzie na cele charytatywne, a co najwyzej 9. Czemu wiec nie nazwac strony 9MillionForCharityAnd1ForMe? Ja bym predzej zaplacil – za szczerosc i odwage do przyznania sie, ze tez sie jest dotknietym ta “grzeszna” checia pieniadza.

Jest tez jedna mala pomylka polskiego studenta, ktora raczej prognozuje mu porazke. 10 milionow w Polsce nie zbije, a do prezentacji mapy [ktorej kawalki sie kupuje], uzyto w zalozeniu apletu javy. Miejsce, w ktorym ma szanse cokolwiek wiekszego zarobic – Ameryka – natomiast jest rozwazna, przynajmniej ta korporacyjna i zaloze sie, ze aplety javy z zalozenia wylaczaja [tez nie lubie jak nagle w oknie przegladarki, bez pytania uruchamia mi sie ciezka aplikacja].

A trzeba bylo uzyc lekkiego, ajaxowego Google Maps – firma dba o dobry wizerunek jak tylko jest w stanie, wiec jestem pewien, ze by sie zgodzila. A nawet jezeli nie, to zmienilaby zdanie, jezeli te 10% trafialoby wlasnie do nich.

s2s: Google <-> Skype

Monday, August 28th, 2006

Powoli w swiadku milosnikow pewnych odmian komunikacji staje sie to news dnia, ale – Skype [eBay, zeby byc konkretnym] i Google [Google Talk j.w.] podpisaly umowe, na mocy ktorej przy uzyciu otwartych standardow [Jabber/XMPP], umozliwia swoim uzytkownikom rozmowe za pomoca wiadomosci tekstowych i informacji odnosnie obecnosci [statusow].

Srednio mnie to cieszy szczerze powiedziawszy, bo dziwnym trafem jedna z waznych rzeczy, jak dostarczanie wiadomosci podczas nieobecnosci oba produkty maja nieciekawa, to jednak sama swiadomosc mozliwosci jest interesujaca.

Trzeba zauwazyc jeszcze jeden wazny aspekt calej sytuacji, byc moze pozornie niezauwazalny. Otoz do tej pory kooperacja miedzy sieciami byla srednio oficjalna badz nawet legalna. Tlen komunikowal sie z GG, ale mysle, ze srednio to GG cieszylo. Jabber ma co prawda bramki do GG/Tlen/ICQ/Yahoo/MSN/wszystko_co_kiedykolwiek_powstalo, ale Jabber to zupelnie inna bajka, nie mowiac juz o oficjalnosci tychze rozwiazan. Tutaj pierwszy raz w historii chyba 2 firmy, oferujace niejako konkurencyjny produkt podpisuja umowe o wspoldzialaniu. Moze Skype to niewielka konkurencja dla GTalk, bo Google nie oferuje rozmow telefonicznych, jednak dla Skype jest to troche dziwna decyzja. Czyzby zdrowe i logiczne, utopijne [dla nas - klientow] myslenie, iz jezeli klient bedzie chcila/potrzebowal, to sam wlaczy, a jezeli nie, to czemu mam go zmuszac?

Niemniej jednak – zapowiada sie taka mini rewolucja – czy sie rozrosnie, czy bedzie czyms na miare Google’owskich produktow od czasow GMaila i VoIP’owych zmian na swiecie zapoczatkowanych przez Skype? Oby! Bo jak narazie to z obu zmianach bynajmniej nic nie stracilismy [w najgorszym wypadku].

Na wszystko jednak przyjdzie nam poczekac – ponoc do poczatku 2007 roku. Dlugi czas na zaimplementowanie Jabbera do Skype’a :)

Patenty sa wybiorcze

Thursday, August 24th, 2006

A praktycznie rozumienie patentow. Mamy bowiem takie stanu zjednoczone – prawo patentowe w pelnej okazalosci, ciaganie po sadach, czyli to co [amerykanskie] tygrysy lubia najbardziej.

I tak do sadu pociagniete zostaly Microsoft i Autodesk o naruszenie patentu malej firmy Z4 Technologies – aktywacji oprogramowania po jego zainstalowaniu. Jak wiadomo “ficzer” znany jest z WinXP m.in.

Proces prawdopodobnie byl jak najbardziej prawidlowy, bo MS i Autodesk przegraly – i dostaly odpowiednio 115 mln dolarow i 18 mld dolarow kary. Oczywiscie czym bylby proces bez odwolania? MS sie odwolal i dostal nastepne 25 mln, co sie ladnie zsumowalo do 140.

Nie to jednak jest ciekawe, a wyjasnienie firm, ktore – uwaga – twierdza, ze procedury aktywacyjne wymyslily same i beda sie sadzic w sadzie apelacyjnym.

I tak to wlasnie jest z tymi “naszymi” patentami – niewazne czy stworzyles to sam – wazne czy masz na to patent. Swoja droga nie slyszalem, zeby MS byl taki skory do niesadzenia innych producentow oprogramowania o naruszanie ich patentow. Szczerze watpie, zeby sadzone firmy uzywaly narzedzi, aby wyciagnac opatentowany algorytm, zeby zastosowac go w swoich produktach. Bo tak to jest z tymi patentami, ze o wiele prosciej jest stworzyc samemu takie rozwiazanie, niz krasc je z istniejacych aplikacji, uzywajac zakazanych technik.

A tak na koniec – milo i cieplo sie robi na serduszku jak sie widzi, ze gigant patentowy zostal zalatwiony wlasna bronia. Szkoda tylko, ze i tak to nic nie da – nikt nie wyciagnie wnioskow, nie zmieni chorego stanu rzeczy..

Eksperci polskiego internetu

Thursday, August 24th, 2006

Rafi z nieskrywanym uczuciem satysfakcji pisze o knockoucie samozwanczego speca od polskiego internetu – Krzysztofa Urbanowicza. Wychodzi na to jakich to mamy specjalistow i ekspertow. Taki kontrast dla Polakow wygrywajacych w wielu miedzynarodowych zawodach, chociazby programistycznych. Tamci to towar eksportowy, a w kraju pozostaly wersje wybrakowane.

Powtarzac sie nie bede – bo po co – wszystko przeczytacie u Rafiego + moj komentarz na ten temat.

Wybierz tło:
Gotowe Gotowe