Kiedys rozmawialem z kims na temat stron pornograficznych w sieci. Pamietam, ze napisalem wtedy, ze moznaby utworzyc specjalny surfix dla nich – np. .xxx, ew. dodatkowo nakazac przepisami na rejestrowanie tylko takich domen dla przemyslu pornograficznego. Nawet nie wiedzialem, ze taki pomysl [bez przepisow] lezal w ICANN od 2001 roku, a panowie nie mogli sie zdecydowac.
Jednak po 5 latach powiedziano – koniec – i wydano jednoznaczna decyzje odnosnie surfixu .xxx – niet!
Czemu mialo sluzyc takie surfixowanie stron z zawartoscia pornograficzna? Proste – filtrowaniu. Jezeli nie liczyc popupow i przekierowan, to trudno upierac sie, ze “przypadkowo” weszlo sie na taka strone
Tak wiec pierwszy filtr bylby po stronie uzytkownika, ktory wchodzac na strone .xxx wiedzialby czego sie spodziewac. Poza tym i problem popupow, reklam, przekierowan moglby zostac prosto rozwiazany, dzieki programowemu filtrowi, ktory blokowalby zawartosc z domen .xxx. Niestety – taka swietlana przyszlosc nas nie czeka – przynamniej w najblizszym czasie.
Teoretycznie – takie prawo ICANN [chociaz denerwujace jest troche, ze to amerykanie decyduja co sie dzieje w sieci], ale mnie powalilo uzasadnienie. Otoz stwierdzono, ze nie rozwiazalo by to calego problemu – przejscie lub wykupienie domeny .xxx nie byloby obligatoryjne, a dobrowolne, przez co nie wszyscy z “szatanskiej” branzy by to zrobili..
Dzieki bogu, ze od tych ludzi nie zaleza inne produkty, ktore trafiaja na rynek. Bo co jezeli ICANN decydowaloby o wypuszczaniu np. lekow na rynek. Analogiczna sytuacja wygladalaby m.w. tak: wynaleziono lek na AIDS, jest niezwykle tani w produkcji, po rozpoczeciu procesu praktycznie nic nie kosztuje, tyle ze pomaga powiedzmy tylko/az 50% ludzi. I co robi ICANN? Nie dopuszcza go – idzcie, popracujcie i prosze wrocic jak lek bedzie pomagal wszystkim.
Uzasadnienie tak wiec jest smieszne, niezyciowe i wrecz absurdalne. Decyzja zostala podjeta prawdodpodobnie przez naciski konserwatystow oraz organizacji i ugrupowan religijnych, ktore zamiast pomyslec walcza ze wszystkim, co nie jest po ich mysli. Bo przeciez zdrowiej i bardziej w stylu alleluja jest po prostu ignorowac fakt istnienia przemyslu, ktory nam nie odpowiada – a noz zniknie, niz przyczynic sie do wyklarowania, chociaz znikomego, ale zawsze, zawartosci internetu. Czy taka sytuacja nie wydaje sie wam znajoma?
Swoja droga przypomial mi sie jeden z odcinkow Family Guy’a
The healthiest thing we can do is just ignore this and pretend it doesn’t exist. Just like we do with the squid.