shw.rice
 
 

Archive for May, 2006

Space – the final frontier..

Saturday, May 27th, 2006

Temat dziwny, aczkolwiek taki cytat zaswital mi w glowie na mysl o pierwszym [teraz drugim] zdaniu wlasnie tego posta.

Granice. Nie chodzi tu o smieszne linie narysowane na mapach, nie chodzi o punkty graniczne, gdzie przemytnicy probuja wydymac straz graniczna, a straz bierze w lape. Chodzi o granice dobrego smaku.

Kilka minut temu przeczytalem o serwisie “Explorer Destroyer” – i stad tez ta zaduma o granicach. Kiedys nawiazala sie rozmowa na podobny temat z Zyxem bodajze, ale nie pamietam dokladnie juz jej przebiegu – chyba stanelo na tym, zebym sie odwalil, bo to nie moj serwis, wiec i nie moja decyzja. Niewazne. Czym jest ED? To taki smieszny serwis, ktory za punkt honoru postawil sobie prosty cel – zredukowanie udzialu w rynku przegladarek dla Internet Explorera ponizej 50%. Cel szczytny – zwlaszcza dla osob, ktore po prostu musza czynic cuda, zeby kod wyswietlany w przegladarkach wygladal “tak samo” we wszystkich – co zazwyczaj oznacza jedynie problemy wlasnie z IE. Problemem sa tylko metody jakimi probujemy to uzyskac.

(more…)

Mapecia reklama

Wednesday, May 24th, 2006

Jest sobie taki rodzaj reklamy, ktora nazywam “mapety”. Ostatnio coraz popularniejsza jak widze, niestety wsrod marek, jakich nie podejzewalbym o taki poziom.

Na czym polegaja “mapety”? Robimy reklame, czasami od razu mapecia, czasami oryginalna. Reklama leci leci, konczy sie. Firma chce zakomunikowac cos nowego, ale zrobic to jak najtaniej – i tutaj pojawiaja sie “mapety”. Firma puszcza ta sama reklame, glowy tak samo ruszaja ustami, tyle ze w magiczny sposob z ich ust wyplywaja inne slowa. To sa wlasnie “mapety”.

Wczesniej zabawil sie w to Sprite zupelnie niszczac swoja serie reklam i sprawiajac, ze to Sprite przegrywa, a nie pragnienie – przynajmniej jezeli chodzi o promowanie swojej marki. Nie mozna nawet tego uznac za.. “poprawiona” wersje reklamy – obie bowiem wystawione sa w internecie, jako oddzielne reklamy, a druga w kolejnosci jest robiona jakby na sile.

O ile reklamy sprite’a moga sie podobac i tekst, ze “ja jestem sprite, a ty pragnienie” sie rozszedl wsrod grupy docelowej, to np. reklama LOTu jak przed chwila mialem okazje zobaczec byla denna od poczatku. Nie wiem tym samym jak nazwac ja po zastosowaniu mapetow..

Czy firmy naprawde uwazaja, ze te oszczednosci wyjda im na dobre? Szczerze powiedziawszy wolalbym nie widziec reklamy, niz zrazic sie do marki przez mapety. Od razu widac czy reklama danej firmy zajmuja sie profesjonalisci czy pseudo-specjalisci od reklamy.

“Da Shw Code”

Sunday, May 21st, 2006

Wiecie, ze na tej stronie ukryty zostal kod, ktory opisuje historie powstania swiata, ludzi, historie jezusa i pierwszych chrzescijan? Gleboko w html’u, kiedy przylozy sie do zrodla przetlumaczonego na hebrajski i przylozy odpowiednia matryce uzyskamy to co bylo skrywane przez wieki? Naprawde! Tak samo naprawde jak to dzieje sie w “Kodzie Leonarda Da Vinci”. No moze troche mniej.

(more…)

Internet Tablet 2006 OS juz blisko

Sunday, May 21st, 2006

Nokia potwierdzila swoje wczesniejsze obietnice i w tym kwartale roku wypusci nowa wersje oprogramowania dla Nokii 770.

W wersji 2006 [dostepnej bezplatnie dla aktualnych uzytkownikow do sciagniecia i pre-instalowanej na nowych urzadzeniach] otrzymamy m.in. Google Talk. Tak! Bedziemy [uzytkownicy 770] zatem pierwsza nie-windowsowa grupa, ktora otrzyma mozliwosc korzystania z Google Talk [jako, ze IT OS jest systemem linuxowym opartym na debianie]. Wczesniej mozna bylo slyszec, ze Google zamierza wypuscic swoje oprogramowanie [talk, picasa itd.] na systemy Linuxowe, jednakze emulowane w duzej mierze przez Wine’a. Takiej mozliwosci w N770 nie ma, wiec czyzby Google zmienilo plany? Przekonamy sie o tym w najblizszym czasie.

Oprocz Google talk, ktore w koncu uczyni z Nokii cos w stylu telefonu [tyle, ze internetowego - bo w Nokiowym Google Talk bedzie dostep zarowno do IM'owej czesci GTalk'a, jak i VoIP], otrzymamy wieksza, pelnoekranowa klawiature, umozwiwiajaca pisanie bez stylus’a, aplety usprawniajace prace, szczegolnie pod wzgledem internetu [w tym tez wyszukiwania via Google]. Mniej lub bardziej zauwazalne beda zmiany w wydajnosci, zwlaszcza jezeli chodzi o pamiec, oraz odswiezony “look”.

(more…)

Spank me at shwsite.xxx

Friday, May 12th, 2006

Kiedys rozmawialem z kims na temat stron pornograficznych w sieci. Pamietam, ze napisalem wtedy, ze moznaby utworzyc specjalny surfix dla nich – np. .xxx, ew. dodatkowo nakazac przepisami na rejestrowanie tylko takich domen dla przemyslu pornograficznego. Nawet nie wiedzialem, ze taki pomysl [bez przepisow] lezal w ICANN od 2001 roku, a panowie nie mogli sie zdecydowac.

Jednak po 5 latach powiedziano – koniec – i wydano jednoznaczna decyzje odnosnie surfixu .xxx – niet!

Czemu mialo sluzyc takie surfixowanie stron z zawartoscia pornograficzna? Proste – filtrowaniu. Jezeli nie liczyc popupow i przekierowan, to trudno upierac sie, ze “przypadkowo” weszlo sie na taka strone ;) Tak wiec pierwszy filtr bylby po stronie uzytkownika, ktory wchodzac na strone .xxx wiedzialby czego sie spodziewac. Poza tym i problem popupow, reklam, przekierowan moglby zostac prosto rozwiazany, dzieki programowemu filtrowi, ktory blokowalby zawartosc z domen .xxx. Niestety – taka swietlana przyszlosc nas nie czeka – przynamniej w najblizszym czasie.

Teoretycznie – takie prawo ICANN [chociaz denerwujace jest troche, ze to amerykanie decyduja co sie dzieje w sieci], ale mnie powalilo uzasadnienie. Otoz stwierdzono, ze nie rozwiazalo by to calego problemu – przejscie lub wykupienie domeny .xxx nie byloby obligatoryjne, a dobrowolne, przez co nie wszyscy z “szatanskiej” branzy by to zrobili..

Dzieki bogu, ze od tych ludzi nie zaleza inne produkty, ktore trafiaja na rynek. Bo co jezeli ICANN decydowaloby o wypuszczaniu np. lekow na rynek. Analogiczna sytuacja wygladalaby m.w. tak: wynaleziono lek na AIDS, jest niezwykle tani w produkcji, po rozpoczeciu procesu praktycznie nic nie kosztuje, tyle ze pomaga powiedzmy tylko/az 50% ludzi. I co robi ICANN? Nie dopuszcza go – idzcie, popracujcie i prosze wrocic jak lek bedzie pomagal wszystkim.

Uzasadnienie tak wiec jest smieszne, niezyciowe i wrecz absurdalne. Decyzja zostala podjeta prawdodpodobnie przez naciski konserwatystow oraz organizacji i ugrupowan religijnych, ktore zamiast pomyslec walcza ze wszystkim, co nie jest po ich mysli. Bo przeciez zdrowiej i bardziej w stylu alleluja jest po prostu ignorowac fakt istnienia przemyslu, ktory nam nie odpowiada – a noz zniknie, niz przyczynic sie do wyklarowania, chociaz znikomego, ale zawsze, zawartosci internetu. Czy taka sytuacja nie wydaje sie wam znajoma?

Swoja droga przypomial mi sie jeden z odcinkow Family Guy’a

The healthiest thing we can do is just ignore this and pretend it doesn’t exist. Just like we do with the squid.

Wybierz tło:
Gotowe Gotowe