żałoba narodowa
shw.rice
 
 

STOART sroart, czyli miesiac dumania bez rozwiazania

May 3rd, 2008

Od problemow z STOART’em i licencjami Creative Commons minelo sporo czasu. Na tyle sporo, ze juz zapomialem, ze ludzie z STOART’u mieli spotkac sie z przedstawicielami CC i cos ustalic. Terminy spotkan sie zmienialy, a ja przestalem sie interesowac, bo spodziewalem sie jednego z 2 rozwiazan - powtorki slawetnego “wypadku przy pracy” lub mniej prawdopobodnego olania licencji i uznania, ze (co mnie osobiscie by nie zaskoczylo) malo ich obchodzi jak licencjonuja artysci a oni i tak krasc beda.

No i minal miesiac od spotkania i szpece z STOART’u uznali, ze sa gotowi wydac oswiadczenie. Nie dziwie sie, ze zajelo to miesiac, bo przeciez wysmarowac 6 akapitow, zawierajacych cale 258 slow to nie jest tak hop-siup.

Najlepsze jest to, ze oswiadczeniem tym mozna co najwyzej sie podetrzec, bo nie wyjasnia praktycznie zadnych problematycznych kwestii. Chyba, zeby liczyc te nowe problemy, ktore STOART natworzylo.

Licencje CC nie mają wpływu na organizacje
zbiorowego zarządzania w przypadku, w którym są udzielone do
celów niekomercyjnych.

I tak nie wiadomo czy mowa o licencji NC czy wykorzystywane sa do celow niekomercyjncyh i czemu licencje maja nie miec wplywu na organizacje i w jakim sensie.

STOART uznaje licencje CC, jednakże
dotychczasowe licencje (do wersji 2.5) w opinii STOART nie
obejmują praw artystów wykonawców. Na dzień dzisiejszy nie ma
odpowiednich licencji CC odnośnie praw pokrewnych.

Okazuje sie zatem, ze jak zwykle nie liczy sie co sie liczy, a liczy sie to co sie komu wydaje. I tak STOART’owi sie wydaje, wiec tak musi byc. To dosc spore uproszczenie - co jezeli mowimy o utworach wykonywanych przez osob wybierajacych licencje? Lub o utworach na licencji CC wymagajacej tegoz samego licencjonowania (a co za tym idzie wykonawca musi licencjonowac swoje wykonanie rowniez licencja CC).

W momencie pojawienia się licencji obejmującej
prawa artystów wykonawców powstaje kilka problemów, które
powinny zostać rozwiązane wspólnie przez organizacje zbiorowego
zarządzania i Creative Commons, w szczególności:
- [1] w przypadku, w którym jeden z artystów udziela licencji, a
inni członkowie zespołu nie wyrażają takiej zgody;
- [2] w przypadku, w którym artysta wykonawca powierzył STOART-owi w
zarząd i pod ochronę swoje artystyczne wykonania i jednocześnie
udostępnił je na licencji CC;
- [3] wprowadzenie systemu weryfikacji, który by umożliwił
określenie, że osoba która udzieliła licencji jest osobą
faktycznie uprawnioną do jej zawarcia;
- [4] brak środków kontroli odnośnie tego czy dany utwór/artystyczne
wykonanie jest wykorzystywane zgodnie z treścią licencji;
- [5] wyłączenie odpowiedzialności CC za naruszenie licencji.

Widac, ze STOART tworzy wirtualne problemy (ciekawe na zasadzie jakiej licencji). Punkt 1 dotyczy wszystkich mozliwych licencji, a nawet ich braku. Tyle tylko, ze CC nie pozwala STOART’owi pobierac pieniedzy, a STOART by chcial pobrac oplaty i aby artysci sie po pieniadze nie zglosili. W drugim punkcie to juz problem STOART’u i dogadania sie wtedy z artysta odnosnie obowiazkow i dzialan STOART’u z danym artysta. Chociaz zgodnie z logika zasada jest prosta - np. w przypadku licencji zezwalajacej na uzytek niekomercyjny - obowiazki STOART’u nie obejmuja interesowania sie niekomercyjnym uzyciem utworu i za takie wykorzystanie pieniedzy pobierac nie moga. Punkty 3 i 4 to juz pokazywanie, ze STOART po prostu nic nie robi, tylko przywlaszcza sobie pieniadze pobierane niby dla artystow. Nie ma ani sposobu na weryfikacje autora utworu (pomijajac fakt, ze w przypadku przywlaszczenia sobie autorstwa utworu i prawa do rozporzadzania tymze maja zastosowanie inne prawa), ani sposobu kontroli czy utwory sa wykorzysytwane na zasadach licencji danych utworow. Na punkt 5 nie mam juz zupelnie pomyslu. Bylem slaby z “co artysta chcial powiedziec”.

W opinii STOART powinna zostać stworzona i na
bieżąco aktualizowana baza licencjowanych przez CC
utworów/artystycznych wykonań, dzięki której będzie można
zweryfikować status danego utworu/ artystycznego wykonania w
szczególności sprawdzić czy dane artystyczne wykonanie jest
chronione przez STOART i czy wszyscy artyści wykonawcy udzielili
bądź nie udzielili licencji na komercyjne jego wykorzystywanie.

Biorac za przyklad STOART smiem widziec te same problemy ktore wymyslili do punktu wyzej. Dodatkowo pomysl brzmi smiesznie - zwlaszcza, ze STOART jak sie okazalo, probujac wymusic pieniadze, nie zna tresci jednej z najpopularniejszych licencji - stworzenie bazy i za 100 000 000 dolarow nie rozwiaze problemu niekompetencji pracownikow organizacji. A ja mam odwage sie w takim razie zapytac - na jakiej zasadzie STOART obsluguje artystow stowarzyszonych? Skad wie na jakie uzycie zgadzaja sie autorzy. Jak rozwiazuje wszystkie w.w. problemy, ktore dostrzegaja przy licencji CC.

Az ciezko jest pisac, bo widac, iz oswiadczenie bylo pisane od niechcenia, problemy wymyslane i ogolnie nadal nic nie wiadomo. Pozostaje chyba tylko poczekac, az Creative Commons Polska wyda “kontroswiadczenie” i wyjasni czy spotkanie z STOART’em cokolwiek rozwiazalo w kwestii stosowania licencji CC.

Polacy gotowi na product placement?

April 24th, 2008

Product placement - normalka w USA, a w Polsce - nowa moda. I jak wiele mod przenoszonych na grunt naszego kraju - przeniesiona w krzywym zwierciadle.

Ostatnimi czasy stacje telewizyjne oraz firmy, glownie z sektora finansowego, lubuja sie w wykorzystywaniu product placementu - a wlasciwie to juz chyba produkt plejsmentu. Z ulubionych i chetnie ogladanych seriali atakuja nas wypowiedziane ze sztucznym usmiechem na twarzy i surrealistycznymi emocjami na twarzy, scenki niczym z przerw reklamowych. Ba - zeby chociaz takie - bo blizej tym scenom do pastizu reklam, niz do reklam - juz bardziej naturalnie wygladaja bowiem niemieckie spoty proszkow do prania, gdzie ruch ust niekoniecznie zbiega sie w wypowiadanymi kwestiami.

I tak nasz ulubiony bohater, jak kazdy prawdziwy Polak korzysta z uslug instytucji finansowej [2] [3], rozmawia ze znajomym o nowej usludze ulubionego operatora, uczy wspolmalzonka obslugi nowego urzadzenia czy interesuje sie nowym serwisem producenta pieluch. Ot tak - zeby stac sie bardziej ludzki, bardziej nasz, udowadniajac tym samym ze niekoniecznie musi miec 10 romans, zlego brata blizniaka czy transplantacje mozgu. Tak jest lepiej - nie kazdy zauwazy przeciez nienaturalnie stojacy sloik kawy na stole (nie mowiac juz o zwroceniu uwagi na napis na kubku) czy marke tabletek do zmywarki uzywanych przez naszych bohaterow. Pewien wielki marketingowiec powiedzial przecie nie tak dawno, ze nasz narod do najjasniejszych nie nalezy.

I o ile reklamy takie w takim oto (kiepskim swoja droga) “Meet the Spartans” moga bawic - bo wlasnie odwoluja sie do pastizu (chociaz watpie zeby nawet i za takie reklamy nie skapnelo cos tworcom filmu), to widzac je w telewizji powoduja co najwyzej usmiech politowania. Bo jest product placement i produkt plejsment. I tak - wszyscy wiemy jakim samochodem jezdzi James Bond, a zaden z Bondow nie prezentowal samochodu szczerzac zeby, najchetniej wyprowadzajac go z salonu przy asyscie super milego i super pomocnego pana dealera (oczywiscie po smiesznie niskiej cenie). Ba - sa nawet tacy, ktorzy zakupia taki samochod, bo jezdzil nim James Bond. Co niekoniecznie mozna powiedziec o wyborze instytucji, w ktorej wezmiemy pozyczke.

Bo trzeba umiec. Odpowiednio, delikatnie i z umiarem. A w naszym polskim przypadku, az strach zapytac kto wpadl na taki produkt plejsment - telewizja, “marka” czy agencja reklamowa. Chociaz ostatecznie i tak cala trojka jest winna. I gdyby istnialy 3 grzechy glowne w tej sytuacji, to zapewne zwalyby sie po kolei: chciwosc, glupota/niewiedza i amatorszczyzna. I tylko pozostaje nam miec nadzieje, ze kiedy nastepnym razem jakas marka bedzie potrzebowala “nowoczesnej” i “niestandardowej” reklamy - zapuka do “lepszych drzwi” - dla dobra nas - telewidzow i samych marek.

[free] Firefox extension hacker

April 18th, 2008

Always when new version of Firefox comes out - there’s a problem - extensions. Some of them work some - not so much. The thing is that in many cases things that parts that are used by those extensions doesn’t change but developers of those extensions doesn’t want to risk and sets up extension not to install on higher version of Firefox.

I’ve had that problem today when I’ve downloaded Firefox 3 beta version and wanted to install one of extensions. So I decided to write a small application to “hack” those extensions.

The usage is really simple! You turn on the application, choose extension file you want to hack, click OK and that’s it - the extension file is hacked and ready to install. You can also choose version of Firefox that you have (default: `3.*` which means that you will be able to install extension on any Firefox 3 version). The application also helps you to install those extensions.

To run this application you need Microsoft .NET Framework 2.0 or higher or Mono [tested on 1.9]. Application was tested on Windows, the “hacking” part of the application should also work on Linux (with Mono) - but I’m not sure about the installation helper part.

If you like this (or any other) application and if you want to support me - you can donate few bucks for me. If you do that it is much more possible that this application will be developed in the future (there are at least few options that I am planning to add).

And now - download “I Know Better - the Firefox extension hacker” [82KB].

Oh - and remember - some of extensions may not work. If you need help or have any suggestions - feel free to leave a comment.

Nie my$l - zauf@j poli©ji!

April 5th, 2008

Policja, jako zupelnie bezinteresowna, publiczna instytucja dbajaca o dobro obywateli (a nie prywatna grupa dzialajaca na rzecz duzych firm i organizacji) wraz z (zupelnie bezinteresownymi oczywiscie) - firma Microsoft, Allegro, Fota, ZAiKS, ZPAV, BSA i innymi, zorganizowala wspaniala akcje - dla dobra dzieci. Jako, ze sama policja, jak i organizacje, jest bardzo nowoczesna, a akcja skierowana jest do ludzi mlodych - wymyslono super nazwe - “NIE ŚCIĄG@J NA SIEBIE KŁOPOTÓW”. Akcja ma uswiadamiac.. no wlasnie - nie do konca wiadomo. Na stronie policji gledza cos o “zagrozeniach plynacych z internetu”, przestepstwach popelnianych przez nieletnich i groza zabieraniem komputera. Przykladem podawanym na stronie jest wysylanie grozb i znieslawienie rowiesnikow i/lub nauczycieli.

Prawnikiem nie jestem, wiec pewien nie jestem, ale jezeli juz mowimy o tego typu przestepstwach, to nalezaloby byc precyzyjnym i mowic o zarekwirowaniu komputera, jako dowodu przestepstwa (chociaz nie wiem czy w w.w. przypadkach takie kroki sa rzeczywiscie potrzebne, skoro dowody znajduja sie na komputerze ofiary), a nie “zabieraniu”. Jednak skoro akcja jest tak szczytna i ma uczyc dobrego zachowania, netykiety oraz ostrzegac przed “niebezpieczenstwami plynacymi z internetu”, to po cholere na dole plakatu promujacego akcje mowa jest o tym, ze “sciagajac z internetu nielegalne pliki muzyczne, programy i filmy, lamiesz prawo”? Przeciez zarowno organizacje czy firmy, jak i policja powinna miec swiadomosc obowiazujacego w Polsce prawa, ktore nie zabrania i tym samym nie karze za sciaganie plikow z internetu - niedozwolone jest udostepnianie. Tak samo nie dam sie przekonac, ze organizacjom mafijnym uczestniczacym w akcji zalezy na ochronie biednych gimnazjalistow. Przeciez lepiej wpychac im do glowy papke, niekoniecznie zgodna z prawda (delikatnie mowiac), na koniec zastraszyc i dac cukierka (podczas akcji beda organizowane konkursy! i nawet Allegro bedzie prowadzilo prezentacje [ciekawe na jaki temat]). Kto jeszcze mial watpliwosci czy policja chroni interesow spolecznych czy firm i organizacji, ktore potem dla policji zorganizuja konkursy i rozdadza nagrody - ma kolejny powod, zeby ich nie miec.

Na koniec dowiadujemy sie, ze kazde dziecko sciaga dane z internetu przez port USB, w ktorym dodatkowo siedzi pan policjant bez glowy. Sam plakat jest za to chyba dzielem samego DVJ’a i specjalisty od marketingu internegowego Hirka Wrony. Wery kul - wery na czasie duud!

Bedziemy finansowym Allegro

March 22nd, 2008

Jakis czas temu ruszyly w Polsce dwa serwisy social lendingowe - Kokos i Finansowo. Z ciekawosci zarejestrowalem sie w obydwu. Kazdy ma swoje plusy i minusy, ale to temat na oddzielny post. Niemniej jednak dwa dni temu ruszyl trzeci i jak narazie ostatni z zapowiadanych serwisow finansowych p2p - Monetto (z premedytacja nie pisze, ze od 2 dni dziala, bo akurat teraz - nie dziala).

Przyznac musze, ze po czytaniu kolejnych informacji prasowych o trzecim graczu, coraz mniej mi sie podobal. Na poczatku trzeba przyznac, ze Monetto za specjalnie sie nie spieszyl - Kokos i Finansowo zaczynaja sie rozkrecac, za to Monetto pojawia sie i krzyczy, ze bedzie jak Allegro. Zeby za kilka miesiecy sie nie okazalo, ze bedzie bardziej jak eBay, ktory przez swoj brak pospiechu i dobrej oferty jest i staje sie coraz wiekszym marginesem aukcji w Polsce.

Czytajac tytul artykulu w Dzienniku Internautow mialem male olsnienie-skojarzenie, ktore tylko sie poglebialo wraz z czytaniem kolejnych czesci publikacji. Ale potrzymam Was jeszcze przez chwile w niepewnosci i nie powiem od razu o co chodzi.

W kazdym badz razie - jezeli komus malo tego, ze Monetto najwyrazniej niespecjalnie sie spieszylo z pojawieniem sie na rynku, to na domiar zlego, zaczeli od “ciekawego” doboru partnerow. O ile nie mam im za zle mBanku - badz co badz - specjalisty jezeli chodzi o elektroniczny rynek finansowy w Polsce, to juz Nasza Klasa, ktora po kilku tygodniach nieustannego bombardowania z telewizji, gazet i internetu czlowiek juz rzyga - jest srednim wyborem. Owszem - publika liczna, ale na ile wartosciowa? Na ile mozna osoby wystawiajace zdjecia niekoniecznie swoich fur, robione telefonami komorkowymi, mozna nazwac odpowiedzialnymi i powaznymi pozyczkobiorcami/pozyczkodawcami?

Kolejnym ciosem dla mnie byly zastosowane rozwiazania. Owszem - warto wiedziec komu pozycza sie pieniadze. Informacji o chetnym dla naszych pieniedzy nigdy za wiele (odrebna kwestia jest to ilu ludzi potrafi dobrze wykorzystac takie informacje i skalkulowac ryzyko). Problem zaczyna sie w momencie, kiedy chcac zaufac serwisowi Monetto, chcemy zainwestowac troche ciezko zarobionego grosza. No coz - Monetto wymaga od nas wiele. Poza cennymi informacjami o nas, kserami dowodu, chca od nas wplaty 9 PLN, ktore pozniej mamy miec mozliwosc wykorzystac na oplaty prowizji.

I tu jak dla mnie pojawiaja sie schody. Monetto wyraznie bowiem probuje utrzymac sie juz na samym poczatku z pieniedzy swojej spolecznosci. To nie jest kwota weryfikacji konta bankowego (ktora i tak w przypadku samego pozyczkodawcy jest troche nietrafiona) - to jest niczym nie wytlumaczalna kasa, ktora musimy zaplacic, nie uzyskujac nic wzamian. Taki kiepski pre-paid, bo o ile w kiosku dostane za to karte SIM, za ktora de facto moge wydzwonic nawet te 9 zl, to tutaj - bede mogl je ponoc wykorzystac - na prowizje za to, ze wplace jeszcze troche pieniedzy. Nawet jezeli system weryfikacji uczciwych uzytkownikow Monetto zawiedzie, przyjdzie nam zaplacic prowizje (5-15%) za windykacje (naliczane od odzyskanej kwoty, czyli niekoniecznie rownej kwocie naleznej). Innymi slowy - jak nie tak to zarobia inaczej - niezaleznie od jakosci swiadczonej uslugi.

Otoz Monetto postanowilo pobierac pieniadze “za wszystko” i od wszystkich. I tak niezaleznie od tego czy pozyczamy czy inwestujemy - placimy prowizje. Tak samo jezeli bedziemy chcieli wplacic lub wyplacic pieniadze - kolejne procenty i “sztywne” stawki. I znowu - o ile rozumiem to w przypadku pozyczkobiorcow (w koncu to oni sa glownymi zainteresowanymi - chca miec mniejszy procent niz w banku), to w przypadku inwestorow na moje usta cisnie sie jedynie - “seriously”? Kto normalny, w fazie startup, majac 2 powaznych konkurentow i lekkie opoznienie, tworzy jeszcze takie bariery dla inwestorow - badz co badz - silnika swojego biznesu? Czyzbysmy wracali do czasow, gdzie za konto w banku musielismy placic, a inwestycje zaczynalismy od straty?

I tak piszac te slowa i kierujac sie ku koncowi, do sieci wrocilo Monetto, a ja moge podziwiac marketingowy shit, ktorym od pierwszych dni karmia nas tworcy nowego serwisu p2p lending - “Monika, lat 25. Studia medyczne to czas pelen wyzwan finansowych. Dzieki monetto bylam w stanie samodzielnie utrzymac sie w okresie stazu”. Ja tu mysle, ze Monetto dziala od 2 dni, a tu Pani Monika juz utrzymala sie dzieki niemu przez okres stazu. Cos szybko..

I dochodzimy do mojego pierwszego skojarzenia, ktore z kolejnymi czytanymi slowami i naplywajacymi faktami, jedynie utwierdzalo sie w mojej lepetynie. “Bedziemy finansowym odpowiednikiem Allegro”. Niska jakosc, brak rozwoju, wysokie prowizje i brak szacunku dla spolecznosci? No coz - moze jednak Allegro nie jest najlepszym celem, do ktorego nalezy dazyc? Oby nie. A ja - narazie daruje sobie Monetto i w razie potrzeby skorzystam z konkurencji. Przynajmniej inwestycji nie zaczne od straty i wizji splaty pro-wizji.

Wybierz tło:
Gotowe Gotowe